sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 2 Nice meeting


Była jakaś 3 w nocy kiedy postanowiliśmy wracać do domu. Kompletnie zalani byli Zayn i Niall siedzący z tyłu. Jedynie Lou był wystarczająco trzeźwy, żeby prowadzić. Ale ja nie byłam pijana!
Wypiłam tylko troszkę. Dobra więcej niż troszkę, ale i tak nie byłam pijana.
Zanim się obejrzałam już staliśmy przed domem. Lou wyszedł zając się chłopakami. Wzięłam Zayna pod ramie prowadząc do jego pokoju. Louis zajął się blondynem, prowadząc do jego pokoju.
Położyłam delikatnie bruneta na łóżku ściągając mu buty i spodnie oraz skórę. Pocałowałam go w w policzek przykrywając kołdrą, mruknął coś nie wyraźnie przyciskając swój policzek do poduszki. Zgasiłam lampkę i zostawiłam go samego, żeby odpoczął. W korytarzu spotkałam Lou, który prawdopodobnie wybierał się do łazienki. Powiedzieliśmy sobie ciche Dobranoc i poszliśmy w swoje strony. Nie chciało mi się jakoś kąpać, zmyłam makijaż, zmieniłam bieliznę na świeżą i tak położyłam się spać. Nie ubierałam nic było mi gorąco. W końcu to gorący Los Angeles.
Położyłam się przykrywając kołdrą.

                                                                              ***

Obudziłam się z potwornym bólem głowy, a jeszcze te nie znośne słońce wpadające do pokoju. Ehh.
Wstałam powoli patrząc na zegarek znajdujący się na ścianie. 11.49 Nie tak późno zazwyczaj budziłam się po południu. Założyłam jakąś za dużą białą koszule, nie zapinałam guziczków, co nie przeszkadzało mi. Spojrzałam do lustra patrząc na swoje odbicie. Przyłożyłam rękę do włosów lekko je podnosząc, chciałam odrobinę poprawić swój wygląd. Westchnęłam poirytowana. Trudno.
Otworzyłam drzwi czując przepyszny zapach omletów ze skwarkami. Moje ulubione. Mniamm. Uśmiechnęłam się schodząc coraz niżej czując mocniejszy zapach. Stanęłam w framudze drzwi od kuchni widząc całą trójkę i jakiegoś chłopaka.
- Hej.- powiedziałam opierając się o framugę czekając aż któryś na mnie spojrzy. Nie musiałam długo czekać, cała czwórka popatrzyła na mnie.
- Hej siostra.- powiedział Zayn całując mnie w czoło.- Twoje ulubione.- wskazał na talerz. Uśmiechnęłam się do niego całując w policzek. Podeszłam do stoliku siadając przed talerzem łapiąc widelec w zamiarze wzięcia kawałku do buzi. Włożyłam widelec z kawałkiem omletu do buzi, zaciskając wargi na chłodnym przedmiocie.
- No co?- zapytał przegryzając śniadanie czując wszystkich wzrok na mnie.
- Może byś się ubrała?- zaoferował lekko zdenerwowany brunet.
- Przecież mnie nie raz tak widzieli.- wzruszyłam ramionami chwytając kubek z napisem Boss przykładając do ust do połowy opróżniając.
- Mój przyjaciel nie.- wskazał na nieznanego mi bruneta. Wywróciłam oczami wstając od stołu i odkładając talerz do zlewu.
- Weź wyluzuj bo ci żyłka pęknie na szyi i nie potrzebnie będziemy tracili paliwo na jeżdżenie do szpitala.- powiedziałam chytrze się uśmiechając.
- Idź się ubierz.
- Nie.- powiedziałam idąc do salonu. Włączyłam laptopa sprawdzając co się dzieje na świecie i czy Adrien nie dzwonił lub napisał. Brak. Westchnęłam zrezygnowana. Rozumiem, że ma pracę, chcę spędzić czas z Evelyn, ale ja tęsknie, jak by nie mógł zostawić pieprzonej wiadomości.
Wyłączyłam laptopa odkładając na stolik ze szkła. Wstałam z kanapy kierując się do małego baru z alkoholem. Złapałam krystaliczną szklankę wlewając trochę wódki. Zawsze ją piłam gdy byłam zła. Wlałam w siebie truciznę rozkoszując się jak ostry płyn spływa do gardła. Wypiłam wszystko za jednym zamachem. Schowałam przyjaciela na dolną półkę.
  Dobra pójdę się ubrać. Wyszłam z salonu kierując się na schody do pokoju. Najpierw wziełam szybki chłodny prysznic. Wybrałam za dużą białą koszulkę z nadrukiem, uwielbiam takie bluzki takie za duże, zwykłe dżinsowe szorty z otarciem po jednej stronie. Bluzkę włożyłam w spodnie lekko wypuszczając, żeby lekko odstawała od mojej skóry. Dodałam niskie czarne converse dodatkowo popsikałam się ulubionymi perfumami. Włosy wysuszyłam, przez co lekko się pofalowały. Rzęsy musnęłam tuszem, a na usta dałam balsam, żeby nie były popękane. Spojrzałam do lustra i uznałam, że efekt końcowy mi się podoba. Zwykle ale ładnie. Nie lubię jakoś się specjalnie stroić. Na ważne momenty okej np. do klubu czy coś. Albo szpilki, koturny. Ugh, Nie lubię ich. Zeszłam na dół w celu pooglądania telewizji, ale moje plany zostały zniszczone przez bruneta.
- Jedziesz z nami na miasto?
- Na miasto?- to nie w ich stylu.
- Tak jedziemy pokazać Harry'emu, jest tu pierwszy raz.- wzruszył ramionami ciepło się uśmiechając.
- Chciałabym, ale mam dziś trening i muszę na nim być, trener ma dla nas ważną informację, więc chyba odmówię, ale może pojedziecie ze mną?- zaproponowałam. Chłopaki często przychodzili na moje treningi siatkówki, lubili je, a mój trener nie miał nic przeciwko temu, a dziewczyny to już specjalnie.
- Spytam chłopaków i ci powiem. Ale wiesz..- przybliżył się do mnie.- będziesz musiała powstrzymać swoje grzeszne czyny.- mrugnął do mnie.
- Bo ja takie mam! To ty się ślinisz ja mnie widzisz w tych krótkich spodenkach.- zaśmiałam się odpychając chłopaka od siebie i zbiegając na dół do kuchni.
- Prawda.
- No widzisz. Masz szczęście, że Zayn'a tu nie ma a byś miał problem.
- Już go ma.- Zayn
- Zayni.- mruknęłam przytulając się do niego. -Przyjdziesz na trening?- spytałam robiąc słodkie oczka.
-  Pewnie mała.- pocałował mnie w czoło. Mam najlepszego brata na świecie!- O której masz?
- 17 dziś godzinę wcześniej, bo trener chcę abyśmy zagrały mały mecz.
- Raczej się wyrobimy co nie?- zapytał reszty. Nawet nie zauważyłam, że wszyscy są w kuchni.
- Jasne.- uśmiechnęłam się szeroko do nich zawieszając wzrok jak pamiętam Harry'm. Jest nawet przystojny. Loczkowate brązowe włosy, szmaragdowe oczy, pełne usta, wysoki. Oj bardzo. Przy nim to jestem malutka. Ciepło się do mnie uśmiechnął. Uśmiechnęłam się szeroko do niego. Wydaje się miły.    Pozory mylą
- Cześć.- powiedział przyglądając mi się. Otrząsnęłam się z rozmyślania.
- Hej.- wyszczerzyłam się podchodząc do szafki. Wyjęłam butelkę z wodą i czekoladowego batona. Miałam świra na punkcie słodyczy a szczególnie czekolady.- Ja idę się spakować. Miłego dnia.- powiedziałam do nich posyłając im szczery ale zalotny uśmiech i zmierzyłam do swojego pokoju.
Wyjęłam swoją torbę z Reebok'a i zaczęłam pakować się, schowałam  czarne spodenki i przydużą białą bluzkę z czerwonym napisem Coca Cola Cup, uwielbiam tą uroczystość zawsze co roku Adrien mnie zabiera. Świetna zabawa dla dzieciaków i osób lubiące piłkę nożną.
Schowałam jeszcze biało czarne nike, włożyłam jeszcze butelkę z wodą i czystą parę skarpetek, żeby zmienić po treningu. Odłożyłam torbę pod ścianę patrząc na ścianę. 14.58
Szybko dzień zleciał. Zbiegłam na dół do salony pooglądać coś w telewizji. Było cicho co pewnie oznaczało, że chłopaki już wyszli oprowadzić Harry'ego. Usiadłam na kanapie włączając jakiś kanał gdzie leciało Słodkie Kłamstewka Nie byłam jakąś fanką tego ale lubiłam ten serial.
Ostatnią godzinę zajęło mi oglądanie serialu. Postanowiłam zrobić obiad dla siebie i moich współlokatorów. Zrobiłam kurczaka z frytkami. Starczy im. Najwyraźniej jak któryś będzie chciał weźmie sałatkę z lodówki. Wzięłam sobie nałożyłam nie dużo, nigdy nie jadłam dużo, co mojej mamie się nie podobało i mówiła, że jak tak będzie dalej to mnie odwiedzi w szpitalu. Stara śpiewka.  Zjadłam przed telewizorem. Nim się obejrzałam usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Poszłam odłożyć talerz do zmywarki przy okazji sprawdzając czy to chłopaki. Są. Weszłam do kuchni
wykonując swoje wcześniej wspomniane zadanie, po czym wyjęłam cztery czyste talerze i rozłożyłam na stole, na środku stawiając kurczaka, a obok frytki. Dostawiłam jeszcze szklanki jak by któremuś chciało się pić. Weszli siadając do stołu i zaczynając sobie nakładać.
- Cami jesteś najlepsza.- mruknął blondynek z pełną buzią. Pocałowałam go w policzek uśmiechając się. Lubiłam gdy mnie ktoś chwalił, czułam się wtedy doceniona.
- Jesteście parą?- spojrzeliśmy po sobie z Niall'em po czym wybuchając śmiechem.
- Nie. Jesteśmy przyjaciółmi.- wytłumaczyłam Harry'emu zadziornie się uśmiechając. Pokiwał głową na znak zrozumienia i lekko się uśmiechnął.
- Dajecie inne wrażenie.- wytłumaczył.
- Wiemy.- powiedzieliśmy równomiernie uśmiechając się radośnie.
- Która godzina?
- 16.14- powiedział Lou siedząc na telefonie. Poszłam po torbę zabierając ze sobą swoją ulubioną zwykłą czarną bluzę rozpinaną, oczywiście była większa. Uwielbiam duże ubrania!
Zbiegłam po schodach przy okazji zakładając bluzę i podwijając rękawy przez co powstały 'zmarszczki' na moich ramionach i niżej. Przez nie uwagę wypadła mi torba z rąk spadając na moją nogę. Lekko zabolało. Podniosłam ją przewieszając przez ramie.
- Idziecie?- krzyknęłam do nich podchodząc do drzwi wyjściowych. Przyszli po chwili, Zayn zabrał tylko kluczyki i mogliśmy jechać. Usiadłam z przodu koło brata, patrząc na obraz za oknem, od czasu do czasu zaśmiałam się z żartów chłopaków.
- Długo trenujesz?- zapytał loczek patrząc na mnie co widziałam w lusterku.
- Od jedenastego roku życia.- odpowiedział posyłając mu oczko, na co uśmiechnął się zadziornie.
- Długo.- powiedział chyba raczej do siebie.

                                                                          ***

- Dobra na początek sześć pełnych kółek Camila, dziś kierujesz rozgrzewką.- pokiwałam głową na trenera i zaczęłyśmy biegać. Chłopaki siedzieli na ławce patrząc na nas, jak biegamy i ruszamy rękami tworząc nie widzialne koła. Po przebiegnięciu wszystkich kółek ustawiłyśmy się w kółko, ja w środku. Na początku rozgrzałyśmy nadgarstki i kostki.
- Dobra. 20 brzuszków na przemian.- powiedziałam stanowczo. Jak zrobiłyśmy brzuszki, poszły kolejne podobne ćwiczenia między innymi pompki, skłony, pajacyki itd.
- Rozchylamy lekko nogami i schodzimy do parteru robiąc pięć pompek i wracając do wcześniejszej pozycji i tak 10 razy.- dobra chyba za bardzo się wczułam. Chłopakom chyba spodobało się to, bo co chwilę patrzyli się na nas i zadziornie uśmiechali coś do siebie szepcząc. Nie ma tak łatwo.
- Trenerze możemy poodbijać w parach?- odezwała się Clara pociągająco mrugając do mojego brata. Uśmiechnęłam się chytrze widząc, że Zayni jakoś nie przepada za jej wzrokiem posyłając mi błagalne spojrzenie.
- Tak, ja wracam za chwilę. Camila ty teraz rządzisz!- pokiwałam głową, podchodząc do okien gdzie leżała moja woda. Dziewczyny też poszły się napić, nie które pobiegły do łazienki pewnie poprawić swój wygląd.
- Brat chyba masz branie.- powiedziałam patrząc raz na niego raz na Clare.
- Weź mnie ratuj.- szepnął do mnie. Znał Clare i szczerze za nią nie przepadał, jak ja i reszta dziewczyn. Miała ksywę Puszczalska bo taka dokładnie była. Chyba u każdego już była w łóżku jedynie nie u mojej kochanej trójcy.
- Poczekaj.- podeszłam do niej szepcąc jej na ucho co się stanie jak nie zostawi mojego brata. Patrzyła zszokowana. Popatrzyłam na nią chytrze sztucznie się uśmiechając.
Wróciłam do brata informując go, że już nie musi się martwić. Dziewczyny wróciły więc zajęłyśmy się odbijaniem. Każda miała parę więc było idealnie. Ćwiczyłam z Marthą, jest miłą dziewczyną o ślicznych dużych brązowych oczach.
Po 30 minutach postanowiłyśmy rozegrać sobie mecz. Wybierałam ja i Clara. Czyli wygraną mam w kieszeni? Jak miło. Rozstawiłyśmy się i zaczęłyśmy grę. Pierwsze serwowały. Stałam na ataku, tutaj czułam się najlepiej, tak samo jak jeździłyśmy na mecze byłam atakującą. Cieszyło mnie to. Amy przyjęła piłkę podając do Marthy. Wystawiła mi, a ja cały czas czułam czyiś wzrok. Wiedziałam, że to Zayn'a, Lou i Niall'a. Zaatakowałam, chyba za mocno bo niestety trafiłam Clarę przez co upadła na swój tłusty tyłek. Ups. Odwróciłam się w stronę chłopaków, którzy się uśmiechali, też nie przepadali za dziewczyną, ale zdziwiło mnie,że zielonooki też się uśmiechnął jakby z podziwem.  Podałam jej rękę w pomocy, żeby wstała. Oczywiście z dobroci i nie chciałam wyjść na bezduszną sukę. Uśmiechnęłam się do niej sztucznie. Oczywiście wygrałyśmy.
Akurat przyjechał trener z tym ważnym ogłoszeniem.
- Jeśli któraś jest zainteresowana przez następny cały tydzień są treningi i pod wieczór mały mecz. Chciałbym też poinformować, że mamy nową kapitankę. Gratulacje Camila.- zaczęłam skakać z radości, dziewczyny mi gratulowały, mówiły, że już dawno nim powinnam być, a nie Clara, tak ona. Też nie mogę uwierzyć. Poszłam się przebrać, pożegnałam się z dziewczynami i trenerem.
Pobiegłam do chłopaków, stojących przed salą koło samochodu. Rzuciłam się szczęśliwa na szyje brata szeroko się uśmiechając. Coś mi zaświeciło.. 
- Barwo, mała.- uśmiechnęłam się chytrze.
- Zayniii?
- Co tym razem chcesz?
- No bo tak se pomyślałam, jesteś dumny, prawda?- pokiwał głową.- To tak se pomyślałam, że skoro jesteś, to może dasz mi nagrodę...
- Idziesz jutro do szkoły.- no nie...
- No weź.- mruknęłam smutna próbując go przekonać- Niall'owi i Louis'owi podoba się ten pomysł- spojrzał na nich  o ni energicznie pokiwali głowami.
- I tak jest remis. Ja i Harry jesteśmy na nie- spojrzałam na Harry'ego błagalnym wzrokiem robiąc podkówkę.
- To dobry pomysł. Lepiej bym ją poznał.
- Ha! Wygrałam! A w ogule i tak bym nie poszła. Fizyka jutro jest.
- No nie mów, że masz zagrożenie.- no i poważny Zayn się włączył.
- Nie mam, ale ten stary skurwysyn jest pojebany i postawił mi ocenę, która jest za niska na moje oceny. Wychowawczyni powiedziała, że powinna być wyższa.- wytłumaczyłam poprawiając bluzkę, która nie podwinęła.
- Okey.- cmoknęłam go w policzek i przytuliłam każdego dziękując im, szczególnie Harry'emu.

                                                                            ***

Wszyscy razem siedzieliśmy w salonie oglądając jakiś film. Było chyba po 21, tak mi się zdaje. Postanowiłam się napić. Poszłam do barku po swojego przyjaciela nie chcąc szukać szklanki wzięłam łyka z gwinta. Po chwili ktoś mi je zabrał, zabierając z zasięgu mojego wzroku. Zayn.
- Daj to.- warknęłam na niego.
- Nie.
- Zayn oddaj mi to w tej chwili.- zauważyłam, że trzyma ją za plecami, próbowałam ją zabrać ale mi to uniemożliwiał.
- Idź spać.- powiedział spokojnie.
- Nie będziesz mi rozkazywał.- powiedziałam wściekła dalej próbując.
- Właśnie, że będę. Opiekuje się tobą. Idź na górę.- powiedział już zdenerwowany. Zacisnęłam pięści krzyżując ręce na piersi, widziałam, że chłopaki oglądają nas z zainteresowaniem.
- Jestem dorosła jakbyś wiedział. Mam prawo pić. Nie zabronisz mi . Oddaj to i zejdź mi kurwa z drogi!- krzyknęłam zabierając butelkę, lecz nie na długo, bo znowu byłą w bruneta dłoniach.
- Nie odzywaj się tak do mnie! Zacznij używać szacunku.- warknął przez zaciśnięte zęby.
- Na szacunek trzeba zapracować, który ty właśnie tracisz względem mojej osoby. Kurwa daj mi tą butelkę, chcę się napić i nie obchodzi mnie co powiesz kurwa, bo mam to głęboko w dupie, sam zacznij używać szacunku, bo traktujesz mnie jak małe dziecko!
- Zachowujesz się tak to będę cie tak traktował. Idź na górę, wrócisz i mnie przeprosisz jak się uspokoisz.
- Chyba na treningu, piłka cię nieźle pierdolnęła w głowę, jeśli myślisz, że cię przeroszę. Prędzej ty mnie braciszku.- powiedziałam chytrze się uśmiechając. Ja nigdy nie przepraszam, on się poddawał i wygrywałam ja.
- Uważaj na słowa.- powiedział spokojnie odkładając szklaną butelkę na półkę. Przyciągnął mnie do siebie i po prostu przytulił. No i tak się zawsze kończy.
- Przepraszam.-szepnął całując moje czoło. Westchnęłam zmęczona tą kłótnią. Owinęłam dłonie wokół jego ciała lekko się uśmiechając.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz