środa, 25 lutego 2015

Rozdział 5 Tears are not a sign of weakness..



Wyszłam spokojnie z sali w kierunku szafki, w celu spakowania wszystkich książek do plecaka i ruszyć do domu. Po zabraniu przyborów, przeszłam przez duże białe drzwi, spotykając się ciepłym słońcem i przyjemnie delikatnym wiatrem.
 Powiedziałam Amy, żeby jechała sama, postanowiłam się przejść. Nie przepadam za siedzeniem w samochodzie podczas upału. Pożegnałam się z dziewczyną całusem w policzek, patrząc jak oddala się do swojego samochodu. Uśmiechnęłam się gdy blondynka odwróciła się i pomachała mi podskakując do wozu.
 Poprawiłam plecak na jednym ramieniu, przy okazji wyjmując ciemne okulary przeciw słoneczne zakładając na nos. Przechodząc przez parking pożegnałam się ze znajomymi. Przeszłam na drugą stronę ulicy przed czym sprawdzając czy nie nadjeżdża jakiś samochód.
 Niechcący wpadłam na kogoś. Przeprosiłam osobę lekko uśmiechając się, co dziewczyna mi zawtórowała. Odeszłam i mogłam iść spokojnie.

                                                                        ****


- Jestem!- krzyknęłam wystarczająco głośno by mój głos odbił się od ścian korytarza. Oparłam się jedną ręką o szafkę ściągając trampki z nóg. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, co mnie zdziwiło, spojrzałam pod lusterko gdzie zazwyczaj leżały buty, chłopaków więc gdzie są? Może w basenie.
 Wzruszyłam ramionami zabierając plecak i kierując się na piętro. Wchodziłam na pierwszy stopień gdy usłyszałam dość wyraźne chrząknięcie. Odwróciłam się widząc Zayn'a ze skrzyżowanymi rękami na klatce. O nie, co tym razem zrobiłam? Za długo byłam w szkole?
- Hej Zayni.- uśmiechnęłam się szczerze, uważnie na niego patrząc. Mój uśmiech powoli bladnął, gdy uświadomiłam sobie, że jego wyraz twarzy się nie zmienił, nawet mi nie odpowiedział.
- Dyrektor do mnie dzwonił.
- Nie rozumiem.- o co może chodzić. Nic nie zrobiłam, przecież byłam grzeczna.
- To ja nie rozumiem.- pokręcił głową opuszczając ręce po chwili przejeżdżając nimi po idealnie ułożonych włosach.- Czemu kłóciłaś się na lekcji z nauczycielką?
 Aha. Stara wiedźma się poskarżyła. Jakie to dziecinne, i ona nas uczy.
Prychnęłam wchodząc szybciej po schodach chcąc odłożyć plecak.
- Nie będę z tobą o tym rozmawiała.- krzyknęłam wchodząc do pokoju, odłożyłam plecak na fotel koło biurka wyciągając książki. Usłyszałam odgłos butów, więc już wiedziałam kto i gdzie idzie. Po chwili brunet pojawił się we framudze drzwi.
- Będziesz.- powiedział spokojnie.- Chce wiedzieć co cię zmusiło do kłótni.
- Zrozum, że ci nie odpowiem to moja sprawa, okey? Uszanuj to.- mruknęłam odkładając plecak na ziemię i sama zasiadając przy biurku. Wzięłam książkę od matmy i zaczęłam robić zadania.
 Po chwili książka zamknęłam się z wielkim hukiem przygwożdżona większą od mojej ręką. Spojrzałam w górę oczekując wściekłe i zdenerwowane oczy i twarz brata. Pomyliłam się całkowicie. Patrzył na mnie zmartwiony i smutny. Westchnęłam tylko widząc go takiego.
- Czemu moja siostra mi nie ufa ? Możesz mi odpowiedź chociaż na to pytanie?- zaskoczył mnie pierwszym pytaniem. Ja mu nie ufam? Ufam jak nikomu innemu. Czemu on tak pomyślał, naprawdę tak się zachowałam przed chwilą? Wstałam z krzesła obejmując Zayn'a w pasie, na co przyciągnął mnie bliżej do siebie. Zabolało mnie to.
- Zayn ufam ci, tylko tobie tak bardzo. Nie rozumiem dlaczego tak pomyślałeś.- szepnęłam w jego szary T-shirt. Pogłaskał mnie po głowie uspokajając.
- Martwię się. A jeszcze jak dyrektor zadzwonił mówiąc mi, że wszczęłaś kłótnie z nauczycielką na lekcji pełnej uczniów, byłem zdenerwowany. Zrozum mnie.- odsunęłam się od niego widząc przejęte oczy patrzące w moje.
- Nie. Nie mogę cię zrozumień. Traktujecie mnie jak bym miała 6 lat i nic nie wiedziała o świecie. To ja nie rozumiem jak ty i Adrien możecie ciągle mnie traktować jak dziecko odkąd tata i mama wrócili do Londynu. Od tamtej pory zachowujecie się jak byście przejęli ich rolę, rozumiem do 14 roku ale ja mam kurwa 19 lat Zayn. Ty zrozum i wtedy będę z tobą rozmawiała normalnie, bo jak mi się wydaje muszę odrobić lekcje. - Wiem, że go to pewnie zabolało, ale musi w końcu zrozumieć, że nie jestem małym dzieckiem, którego trzeba zawsze pilnować.  Nie będą mogli ciągle mnie pilnować i przed wszystkim bronić.
- Cami przecież... -przerwałam zatykając mu usta.
- Wyjdź.
 - Obiad jest na dole jak chcesz.- powiedział wychodząc. Zatrzymał się na chwile patrząc na mnie, przyglądałam się całej mojej osobie, po czym wrócił do oczu.- Zawsze dla mnie będziesz moją młodszą siostrzyczką.- uśmiechnął się smutno, po czym wyszedł zamykając za sobą delikatnie drzwi. Opadłam bezwładnie na krzesło wzdychając, myślałam, że reszta dnia będzie przyjemna, spokojna, bez jakiś kłótni czy problemów.
 Po odrobieniu lekcji, które zajęły mi tylko 30 minut, odłożyłam książki i schowałam te które są potrzebne na jutro.
 Zeszłam na dół kierując się do kuchni, czując świetne zapachy się z niej wydobywające. Uśmiechnęłam się widząc nakryty stół z pięcioma talerzami. Nikogo w kuchni nie było, więc pewnie reszta jest w salonie. Jak na zawołanie wszedł Lou, a zanim Harry i Niall. Nigdzie nie mogłam znaleźć Zayn'a, co mnie w sumie nie dziwiło, pewnie resztę dnia nie będziemy się do siebie odzywać.  - Um Lou gdzie Zayn?- zauważyłam, że nigdy nie używam przezwiska Zayn'a gdy o niego pytam, jedynie gdy do niego się odzywam.
- Był w garażu, pewnie zaraz wróci.- powiedział wyjmując karton soku jabłkowego i pomarańczowego. Pokiwałam niewidocznie głową, siadając do stołu, na swoim stałym miejscu. Z jednej strony usiadł Niall nakładając mi obiad. Uśmiechnęłam się w podzięce za jego gest, wzięłam widelec krojąc pierwszy kawałek mięsa. Po jakimś czasie przyszedł Zayn z brudnymi rękami całymi w smarze. Podszedł do umywalki, w celu zapewne umycia rąk. Usiadł koło mnie życząc smacznego.
Chłopaki rozmawiali jak jakieś katarynki, a ja siedziałam cicho, powoli jedząc. Nigdzie mi się nie  śpieszyło, chociaż chciałam, żeby ten beznadziejny dzień się już skończył. Gdy zjadłam zabrałam swój talerz wkładając go do umywalki, chcąc umyć naczynie. Odkręciłam wodę oblewając białe naczynie przezroczystą cieczą. Po skończeniu włożyłam na suszarkę, wytarłam ręce ściereczką, odłożyłam ją i skierowałam się do drzwi.


Włącz: muzyka..

 Po chwili byłam już w swoim pokoju. Zamknęłam drzwi, kładąc wyłączony telefon na łóżku, kierując się do okna, żeby usiąść na parapecie. Na niebie było już dość ciemno co tylko dawało uroku. Otworzyłam szeroko okno, czując przyjemny wiaterek.
Dopiero teraz usiadłam opierając się o szklane okno i jego framugę. Zgięłam kolana przybliżając do swojej klatki. Patrzyłam w bezchmurne niebo, myśląc dosłownie o wszystkim.
Jak to będzie jak skończę szkołę. Jaka będzie moja pierwsza ważna praca. Czy będę podróżować. Opatuliłam swoje nogi rękami opierając głowę o nie.
Czy się zakocham. Czy będę kochana. Czy będę dla kogoś tak wyjątkowa, że tylko moja osoba będzie wystarczała, żeby pojawił się uśmiech, że oczy będą przeszyte miłością do mnie i ze wzajemnością. Czy kiedykolwiek będę dla kogoś tak ważna, że spędzi ze mną resztę życia.
Niekontrolowana pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Nie miałam zamiaru jej wycierać, było mi za wygodnie, żeby teraz to przerwać. I tak zaraz wyschnie.  Na świecie jest ktoś kto pokocha twoje wady i zalety i nie wytrzyma bez ciebie jeden dzień.  Mimowolnie się uśmiechnęłam przypominając sobie słowa mojego dziadka. Zawsze miał rację, był bardzo mądry i kochany. Był wspaniały. Jak jeździłam z nim na ryby i jak się cieszyłam i kłóciłam z nim, że złowiłam ich więcej i o wiele większe.
- Mogę się przysiąść?- moje myśli przerwał brunet siadając na przeciw mnie, nie odpowiedziałam nic wróciłam do poprzedniej czynności patrząc w niebo. Pełno gwiazdek świecących na granatowym niebie swoim światłem. - Coś się stało? Byłaś taka cicha podczas obiadu.- zapytał przyglądając mi się. Zwróciłam głowę w jego stronę spotykając szmaragdowe oczy błyszczące od księżyca.
- Pokłóciłam się z Zayn'em. - szepnęłam spuszczając wzrok. Zaczęłam łamać kostki palców, jakoś zawsze mi to pomagało, nie wiem dokładnie czemu, pomagało i już, taki nawyk.
- Wiem.- westchnął.-  Cami rozumiem, że czujesz się jakby traktował cię jak małe dziecko, ale martwi się po prostu, jesteś jego siostrą ma prawo do tego, żeby się tobą zajmował.
- Ja wiem, ale..- usiadłam po turecku, dalej bawiąc się palcami.- jestem już pełnoletnia. Powinien to zrozumieć, nie zawsze będzie mnie pilnował, znajdę sobie w końcu kogoś, zamieszkam z nim, ożenię, będę miała dzieci, i umrę. No chyba, że zamknie mnie tu już na zawsze, bez klucza.- chłopak zaśmiał się na mój komentarz, co sprawiło, że się uśmiechnęłam.
- Nie zamknie. Patrz ja mam starszą siostrę. Dokładnie tak samo ją traktowałem, jak on ciebie teraz. Nie obchodziło mnie, że jest starsza, jedynie dla mnie liczyło się, żeby była szczęśliwa i bezpieczna. To jest po prostu taki impuls. Kocha cię, więc to tak jakby go usprawiedliwia, nie w całości, ale trochę tak. Musisz go zrozumieć, pomyśl co by było gdybyś nie miała takiego brata.- Harry oparł się okno zginając nogi i kładąc na parapet. Szczerze, potrafi przemówić do rozumu.-  Nie siedziałabyś tutaj, mogłabyś być na imprezie, gdzie jakiś chłopak, zaraz bycie porwał do łóżka, wróciłabyś do domu zalana w cztery dupy, mogłabyś nawet płakać, a Zayn po prostu by cię zignorował. Powiedz jaki jest lepszy?
- Taki jaki teraz jest.- westchnęłam uświadamiając sobie prawdę. Przybliżyłam się do chłopaka mocno przytulając. Zaskoczył go chyba mój gest, bo chwilę się nie ruszał, ale już po chwili mogłam poczuć jak jego silne ramiona mnie obejmują. Uwiesiłam się jego szyi, czując kojący zapach. Odsunęłam się trochę od szyi bruneta w zamiarze spojrzenia na jego twarz, jego i moja były niebezpiecznie blisko siebie, prawie stykaliśmy się nosami. Czułam jego ciepły oddech oplatający moją twarz, dający dreszcz w dole moich pleców. Przełknęłam ślinę czując intensywny wzrok chłopaka na swojej twarzy. Spuściłam na chwilę wzrok, ale zaraz szybko podniosłam na Harry'ego.
  Przygryzłam dolną wargę, dalej patrząc w szmaragdowe oczy chłopaka. Uśmiechnął się lekko ukazując swoje dołeczki. Pogłaskał mnie po policzku kciukiem, i jak przez jego dotyk obudziłam się z błogiego snu. Uśmiechnęłam się nieśmiało odsuwając swoją twarz od niego i siadając jak wcześniej.

*Z perspektywy Harry'ego*

Siedziałem z nią i rozmawiałem na różne tematy. Zadawaliśmy sobie głupie pytanie, ale odpowiadaliśmy na nie mając niezły ubaw.
- Dobra moja kolej.- dziewczyna otrzepała ręce z soli, która była w orzeszkach, które przyniosłem jakiś czas temu w miseczce.- Umm. Kim chcesz zostać w przyszłości?
- Zawsze chciałem otworzyć własną firmę.-wzruszyłem ramionami, biorąc kolejne orzeszki i wrzucając do ust.
- Jaką dokładnie?
- Ej teraz moja kolej.-zaśmiałem się na jej ciekawość. Wywróciła oczami przyglądając mi się.
- Kim chcesz zostać w przyszłości?- odchyliła do tyłu głowę zamykając oczy. Urocza jest.
- Myślałam nad sportem, lubię to, lubię być w ruchu, nie lubię siedzieć w jednym miejscu, ale wątpię, żeby mi udało się coś osiągnąć. Interesująca też jest praca menagera firmy.- uśmiechnęła się do mnie, po czym spojrzała w niebo. Mogłem dokładnie obejrzeć jej twarz. Miała ładne włosy otaczające jej twarz, piękne niebieskie oczy, malutki nosek, pełne usta, które aż proszą by je całowano. Styles myślisz o całowaniu siostry twojego najlepszego kumpla!  Ale strasznie mi się podobała, a teraz jest okazja poznania jej i przekonania do siebie.
- Idealnie się składa. Będziesz mojej firmy menagerem.- zaśmiała się na moje stwierdzenie. W końcu na mnie spojrzała pokazując całą twarz a nie profil.
- Jaką dokładnie?
- Nie wiem. Może muzyki i sportu.- mrugnąłem porozumiewawczo w jej stronę. Uśmiechnęła się szeroko biorąc orzeszki.- Jesteś dziewicą?- zaraz co?! Co ja powiedziałem?!
- Co?- Patrzyła na mnie zdziwiona z uśmiechem, po czym wybuchła śmiechem.
- Boże. Nie odpowiadaj.- schowałem twarz w dłoniach uniknąć upokorzenia. Jakim ja jestem debilem! Pytam siostrę przyjaciela czy uprawiała już seks!
- Czemu? Mogę odpowiedzieć.- spojrzałem na nią z niedowierzaniem. Nie jest wściekła czy coś? Po prostu siedzi i się ze mnie śmieje.
- Nie jesteś zła?
- Nie. Obiecaliśmy odpowiadać to powiem.- wzruszyła ramionami biorąc orzeszki.- Jestem.
- Ok.- jakoś się niezręcznie się zrobiło.
- Jesteś prawiczkiem? No co? Ty możesz to ja też.- uśmiechnęła się niewinnie.
- Nie jestem.
Jeszcze z jakąś godzinę pogadaliśmy po czym po szliśmy na kolację.

                                                                          ***

Dzisiejszy dzień mogę zaliczyć chyba do przeciętnych. Obudziłam się wyspana, ubrałam się w dżinsowe szorty, fioletową bluzę z napisem New York City, jak zwykle czarne trampki, włosy wyprostowałam i mogłam zejść na dół. Przywitałam się ze wszystkimi i zjadłam śniadanie. Z Zayn'em się wczoraj pogodziłam dzięki Harry'emu. Nie wiedziałam, że Harry umie tak przemówić do rozumu. A jeszcze część nocy w której żartowaliśmy. Na pewno zapamiętam widok jego zakłopotanej twarzy gdy zadał mi pytanie na temat mojego stanu seksualnego. Tyle brakowało, a by jego policzki się zaróżowiły. Słodki jest. Pokazała mi się znaczna jego część, a jeszcze ten moment gdy byliśmy tak blisko.
  A jak sam potwierdził wczoraj, nie jest prawiczkiem. Pewnie milion dziewczyn się zanim ogląda. Jest mocno pociągającym chłopakiem, a jeszcze zniewalający uśmiech, który powoli zaczyna na mnie działać. Siedziałam na przeciw niego przyglądając mu się jak jego szczęka pracuję, gdy wypowiada kolejne słowa w bardzo interesującej rozmowie. Siedział na krześle przy stole, z delikatnym uśmiechem "bawiąc się swoją wargą". Zauważyłam, że często tak robi.    
 Dzisiaj nie musiałam się śpieszyć do szkoły. Była sobota za co dziękuję Bogu. Przydałoby się pojechać na jakąś imprezę. Wstałam od stołu przyciągając uwagę chłopaków, zabrałam talerz i schowałam do zmywarki. Ponownie podeszłam do stołu tylko przysuwając swoje krzesło. Uśmiechnęłam się słabo do nich, odwróciłam i poszłam wolnym krokiem do salonu. Usiadłam na kanapie zabierając pilota od telewizora chcąc go włączyć. Włączyłam jakiś serial i zaczęłam oglądać.  Nogi przyciągnęłam do klatki podbierając je podbródkiem. Ten dzień ani wesoły, ani zły. Raczej taki obojętny. Nie czułam nic, najlepiej poszłabym na spacer, ale nie chcę mi się ruszać, ani nikogo spotykać.
 I teraz w głowie stanął mi obraz Matthew'a będącego z inną dziewczyną, a nie mną, teraz na randce. Nie powiem, że to mnie nie zabolało, bo myślałam, że na prawdę coś z tego może być. Westchnęłam smutno. Nie miałam szczęścia u chłopaków. Znaczy może pociągałam uch  czy coś, ale związki to chyba nie moja bajka. Byłam kiedyś zakochana? Nie umiem tego określić. Zakochanie? To takie mi obce słowo. Było kilku chłopaków, którzy zawrócili mi w głowie, ale nie posuwaliśmy się dalej. Po
prostu nie mam szczęścia w miłości. Raczej pisany mi jest życie samotnika. Chciałabym mieć kogoś, kto będzie mnie budził z pocałunkiem w policzek, całował na pożegnanie i powitanie, poprawiał humor, mówił jak bardzo ważna jestem, że jestem najwspanialsza, spędzał ze mną mile dni, a noce namiętne i na koniec każdego wspaniałego dnia, mówił, że mnie kocha. Za dużo wymagam. nawet nie zauważyłam, że moje policzki są mokre od łez, a przede mną kuca Niall, a Harry siedzi obok. Potrząsnęłam głową, sprawiając, że włosy opadły na moje zgięte kolana skutecznie zakrywając moją twarz. Nie chciałam, żeby mnie widzieli w takim stanie.
 Nie jestem słaba.

- Cami w porządku?- zapytał blondynek ściskając moją dłoń. Pokiwałam lekko głową, chcąc, żeby przestali na mnie patrzeć w takim stanie.
 Nie jestem słaba.

- Może zawołamy Zayn'a?- pokręciłam głową, czując coraz większe zażenowanie.
 Nie jestem słaba.

Jak na zawołanie kolejne łzy poleciały po moim policzku. Już wyobrażam swój wygląd, poczochrane włosy, opuchnięte oczy od płaczu i czerwone policzki. Ktoś objął mnie ramieniem, delikatnie gładząc po plecach. Znałam ten dotyk. Harry. Pochyliłam się wtulając w jego klatkę.
Nie jestem słaba.
Chcę bliskości.
- Ćsii, mała. Nie płacz.- powiedział kojąco dalej masując moje plecy. Pociągnęłam nosem zaciskając ręce w male piąstki na jego koszulce, gdy pocałował mnie w czubek głowy, to podziało na mnie jak kara. Bardziej się rozryczałam mocząc jego koszulkę.
 Wiem, że Niall patrzy na mnie z szokiem. Nigdy mnie takiej nie wiedział, zawsze to ukrywałam, byłam całkiem niezłą aktorką, jesli chodzi o te sprawy. Zawsze byłam skryta i chyba już taka będę. Nie umiem mówić o uczuciach, to sprawia mi wielki ból, zamykam się w pokoju, nie odzywam się za wiele, czasem jedno słowo, nic więcej.
- Zanieść cię do pokoju?- zapytał miękko brunet odsuwając się, żeby spojrzeć na moją zapłakaną twarz. Spojrzałam w jego pełne zmartwienia oczy. Pociągnęłam nosem, dalej płacząc kiwając głową. Nawet nie pozwolił mi wstać, uniósł mnie jak małe dziecko, automatycznie objęłam go nogami w pasie, przyciskając się bliżej do jego  szyi i chowając się przed wszystkim. Powoli stawiała kolejne kroki, kiedy w końcu poczułam jak się zatrzymuje, myślałam, że jesteśmy przed moim pokojem. Przeliczyłam się gdy usłyszałam głos mojego brata.
- Co ty robisz? Cami?- jak na zawołanie, mocniej wtuliłam się w Harry'ego nie chcąc się od niego odsuwać. W jego ramionach było mi tak przyjemnie, ciepło, miło, ale czułam się bezpieczna. Pokręciłam gwałtownie głową, gdy usłyszałam jak stawia kroki w naszym kierunku. Momentalnie się zatrzymał widząc mój ruch. Poczułam jak dotyka moich pleców, przez co moje ciało zaczęło mocno drżeć na jego dotyk. Chwilowo nie czułam go, z czego się cieszyłam, nie chcę niczyjego dotyku, poza Harry'ego.
- Cami to.. to ja. Zayn.- powiedział delikatnie czekając na moją reakcję. Pokiwałam lekko głową, nie patrząc na niego, odchyliłam lekko głowę, kładąc na ramieniu chłopaka, patrzyłam jak przygryza wargę zdenerwowany. -Chodź do mnie.- pokręciłam gwałtownie głową, czując kolejny potok łez.
- Stary zabiorę ją do jej pokoju.- powiedział Harry przytulając mnie mocniej, przeszliśmy koło mojego brata. Odwróciłam głowę w jego kierunku, czując jego wzrok. Był załamany, tym co się teraz wydarzyło. Szybko odwróciłam się dając wyjść kolejnym łzom na zewnątrz.

                                                                       ****

Już z jakieś pół godziny siedzi ze mną Harry ciągle siedząc w tej samej pozycji jak na kanapie w salonie. Co chwilę powtarzał spokojne słowa, że jestem bezpieczna, nikt mnie skrzywdzi, że jest tylko on. Łzy już nie leciały, ale dalej gromadziły się w kącikach oczu. Chłopak ciągle mną lekko kołysał co uspokajało. Sama jego osoba mnie uspokajała. Czemu zareagowałam tak na głos i dotyk Zayna? Przecież to mój brat.
- Przepraszam.- powiedziałam cichutko zaciskając ręce na koszulce bruneta.
- Nie masz za co. Już nie płacz. Jestem przy tobie.- i dlaczego się tak z tego cieszyłam?  Nie powinnam. Powinien tu być Zayn.
- Nie chcę żeby mnie taką widział.- szepnęłam zawstydzona i smutna.
- Co?- oderwał się lekko ode mnie, ale dalej byliśmy przytuleni.
- Nie lubię pokazywać słabości. - schowałam się w zgięciu jego szyi, czując zażenowanie, że mnie taką widział.
Nie jestem słaba.

- Łzy nie są oznaką słabości. Nie powinnaś tak mówić- pocałował mnie w czoło, wysyłając przyjemny dreszcz po moim ciele. Oderwałam się od niego patrząc na piękne tęczówki chłopaka. Przybliż się trochę, będąc na wprost mojej twarzy. Przełknęłam ślinę wiedząc co chcę zrobić, spojrzałam w dół na jego lekko rozchylone wargi. Podniosłam wzrok widząc radosne iskierki w oczach bruneta.
- Emm.. Lepiej?- Co?! Rozszerzyłam szerzej oczy. Czy on sobie żartuje?
- Oh tak, tak.- nie pozostawię tego tak. Pocałowałam go w policzek sprawiając delikatny na twarzy chłopaka. Drugi raz. Drugi raz miał szansę, ale tego nie zrobił.
Odsunął się od mojej twarzy, przytulając do swojej klatki..
- Wytłumaczysz mi co się stało?
- Sama nie wiem, myślałam o Matthew'ie i jakoś zaczęłam  myśleć o innych rzeczach. Po prostu czuję się czasami zmęczona....- nie wiedziałam co powiedzieć,  nigdy nie mówiłam o uczuciach, a teraz mam szansę to wszystko z siebie wyrzucić, ale jakoś mi to nie wychodzi, jak bym miała blokadę.
- ..samotnością.- szepnął  trafiając w sedno nie dokończonego zdania. Po jakimś czasie siedzenia razem i milczenia, zaczął wstawać. Pociągnęłam go za rękę, sprawiając, że na mnie spojrzał z nieodgadniętym wyrazem twarzy.
- Proszę zanieść mnie na dół. Tylko mnie nie puszczaj. Proszę.-jęknęłam błagalnie patrząc w jego oczy. Ukazało się w nich współczucie, ale zgodził się. Pokiwał głową, i pochylił się, żebym uczepiła się jego szyi. Spojrzałam na niego, obdarzył mnie pocieszającym uśmiechem i pozwolił opleść wokół siebie moje nogi. Po chwili byliśmy na dole i siedzieliśmy na jednej kanapie nie zmieniając naszej pozycji. Oni rozmawiali a ja siedziałam cicho, nie odzywając się chociaż na chwilę.
- Cami chodź do mnie proszę.- na głos Zayn'a nie wiem czemu cała się spięłam czując lekkie drgawki.
- Stary nie wiem czy to dobry pomysł.- powiedział Harry gładząc moje plecy. Jestem mu strasznie wdzięczna, że na górze nie zmuszał mnie do opisywania wszystkiego.
- Ty się nie odzywaj.- warknął na chłopaka, wkurzając się.
-Nie krzycz na niego.- jęknęłam w szyję bruneta zaciskając mocniej swój uścisk.
- Ale Cami...
- Proszę.- jęknęłam smutno odwracając głowę w jego stronę. Spojrzałam jego zmartwiony i zdenerwowany wzrok widząc, że wolę bliskość Harry'ego a nie jego.
- Dobrze...

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 4 Strong



*Z Perspektywy Zayn'a*

Patrzyłem na nią i od razu wiedziałem jak się czuje. Złość, gniew, zawiedzenie, upokorzenie zmieszane ze smutkiem. Ona nie przytuli się, nie będzie siedziała przed telewizorem obżerając się lodami, nie będzie się nad sobą użalać, a już na pewno nie będzie płakała przez tego frajera. Wiedziałem co się stanie. Będzie chciała co chwilę coś rozwalić, będzie wszczynała kłótnie, bić,
wszystko co tylko inne dziewczyny nie robią. A najgorsze w tym jest, że nie wiem jak jej pomóc, a wiem, że przez to może znowu się nie odzywać. Patrzyłem na nią starając się wymyślić co mogę zrobić.
- Cam.- powiedziałem delikatnie patrząc uważnie na jej reakcję. Nawet na nas nie spojrzała, patrzyła się ciągle na to głupie w połowie zniszczone zdjęcie. Nie mogła się zakochać. Nie Cami. Ona nie umie w tak szybkim czasie.Dalej patrzyła się w papierek nie odzywając się w ogule.
Stawiałem ostrożne kroki, żeby nie zrobić niczego złego.
Gdy byłem wystarczająco blisko podniosłem jej podbródek palcami patrząc uważnie w oczy. 100% nienawiść. Nie widziałem jej takiej nigdy. Pogłaskałem jej delikatny policzek myśląc, że zaraz pojawi się łza. Nie było.  Jest po prostu silna i nie chce pokazać słabości. Nie wiedziałem co robić. Zawsze tylko puszczałem ją i szła do pokoju.
- Cami nie martw się. Załatwię to.
  Zaśmiała się gorzko, uwalniając się z mojego dotyku ciągle się śmiejąc. Przeszła koło chłopaków idąc prosto w kierunku wyjściowych drzwi. Wiedziałem gdzie idzie, doskonale wiem gdzie. Niby gdzie indziej. Idzie się po prostu wyżyć. Tylko nie wiem czy na przedmiocie czy żywej istocie.

                                                                                ***

Wróciła po jakiejś półtorej godzinie. Od razu poszła na górę nawet mnie nie powiadamiając, że jest. Po 10 minutach poszedłem do niej sprawdzić czy wszystko okey i czy nie zrobiła jakiegoś głupstwa. Stała przed szafą przebierając różnymi ubraniami. Oparłem się o framugę krzyżując dłonie na klatce piersiowej uważnie oglądając jej poczynania.
- Wybierasz się gdzieś?- nic cisza. Westchnąłem wiedząc, że tak będzie. Podszedłem do niej delikatnie biorąc jej obie rączki.- Cami proszę nie ignoruj mnie. Chcę ci pomóc. Jak i chłopaki.- powiedziałem tym troskliwym tonem patrząc na jej śliczne oczka.
Westchnęła patrząc na mnie, po czym odsunęła się ode mnie pod chodząc do okna. Patrzyła na obraz za oknem spokojnie oddychając.
- Wiem.- powiedziała to tak....bez emocji.- Nie myśl, że się w nim zakochałam czy coś po prostu...-już wszystko wiedziałem. Podszedłem do niej szybko przytulając ją do swojej klatki. Owinęła swoje ramiona wokół mnie, spokojnie oddychając.
- Rozumiem.- pocałowałem ją w czubek głowy.- Pamiętaj, że zawsze masz mnie, Lou i Nialla, no i teraz Harry'ego.  Jesteś za dobra na niego, jeszcze nie jednemu zawrócisz w głowie.- spojrzałem jej w oczy pokazując, że to co mówię jest najprawdziwszą prawdą. Uśmiechnęła się ponownie wtulając w moje ciało.
- Kocham cię brat.
- Ja ciebie też maleńka.- pogłaskałem ją po głowię układając sobie wszytko po kolei co mu zrobię. Zasrany gówniarz. Nie ma prawa krzywdzić mojej małej siostrzyczki. Nikt nie ma. Automatycznie pocałowałem ją w czółko pokazując, że zawsze będę z nią. Nie wiem co bym sobie zrobił lub komuś, gdyby była skrzywdzona, nie ważne czy psychicznie czy fizycznie. Po prostu bym zabił go.
Odchyliłem się lekko od jej główki. Znów ten jej chytry uśmieszek na pięknej buzi. Taką ją kocham najbardziej. Zadziorną i upartą. Jak cała rodzinka.
- Chodź do chłopaków.
- Chwilkę muszę odmówić 'randkę'- prychnęła, pokazując w powietrzu cudzysłów. Z tym debilem.
- Ja to zrobię.- uśmiechnąłem się krzywo, puszczając ją w drzwiach i biorąc jej telefon z biurka.
Hmm. James, Conor, Amy, Evelyn, Zaynii, Matthew. Jest. Nacisnąłem zieloną słuchawkę czekając aż odbierze ten frajer. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci...
- Hej Camila
- Tu brat Camili.
- Ooo Cześć Zayn.- prychnąłem na ten jego wesolutki dźwięk.
- Ta ta. Camila nie idzie dzisiaj z tobą do kina.- powiedział krótko prawie warcząc. Schodziłem po schodach z telefonem kierując się do kuchni.
- To raczej nie ty o tym decydujesz.- powiedział dość chłodno.
- Słuchaj. -powiedziałem całkiem spokojnie.- Ja przekazuje jej słowa tak samo nie chce cię już widzieć jak i ja i zbliż się do niej to cię rozpierdolę, dotknij ją bez jej zgody, zabiję. Nie odzywaj się też bo cię wykastruje.- bez żadnych ceregieli rozłączyłem się odkładając telefon na blat.
 Wróciłem do salonu gdzie była reszta. Oddałem dziewczynie telefon i rozsiadłem się wygodnie koło niej.
- Nie będzie cię nawiedzał.- posłałem jej uspokajający uśmiech czym zawtórowała mi, włączając telefon. Siedziała i coś tam grzebała, a my z chłopakami zajęliśmy się rozmową, na temat wyjścia do klubu w weekend. Cami siedziała cicho co mnie zdziwiło. Odchyliłem się lekko do tyłu zaglądając co robi, co chyba wyczuła bo zasłoniła rękoma narzędzie.
- Zayni mama nas uczyła, że nie można podglądać.- powiedziała kręcąc głową. Uśmiechnąłem się na widok, że humor jej wrócił i nie martwi się już.
- Ale ja jestem ciekawski.- powiedziałem jak dziecko lekko podskakując na kanapie. Zaśmiała się słodko wyłączając telefon kładąc na stoliku.
- Ciekawość pierwszy stopień do piekła.
- Ja już tam mam zarezerwowane miejsce tuż po tobie.- wystawiła mi język i skierowała się do kuchni. Obejrzałem się czy jestem w zasięgu wzroku po czym chwyciłem jej telefon odblokowując.
- Stary co ty robisz?!-krzyknął blondyn szeptem uważnie mi sie przyglądając. Wszedłem wiadomości widząc ze 100 wysłanych do Adrien'a i kilka do Amelii. Wszedłem w galerię widząc pełno zdjęć jej, Adrien'a, moje, przyjaciółki, chłopaków i kilka Harry'ego. Jedno jak szedł w kierunku basenu, drugie i ostatnie z teraz. Uśmiechnąłem się cwaniacko pokazując im 'zdobycz' jaką znalazłem.
- Ma na ciebie chrapkę.- zaśmiałem się widząc minę chłopaka.
-Umm...- odłożyłem telefon na poprzednie miejsce widząc Cami idącą do nas.
- Wszystko okey?- zapytała patrząc na nas nie pewnie. Pokiwaliśmy głowami szczerząc się.- No dobra.- usiadła na fotelu zabierając telefon, na co prawie wybuchliśmy śmiechem.


*Z Perspektywy Camilii*

Byłam już kompletnie zmęczona natłokiem myśli i całego dnia. Pożegnałam się z chłopakami życząc dobrej nocy, poszłam do pokoju przygotowując sobie czystą bieliznę i piżamę. do spania po czym ruszyłam do łazienki. Zdjęłam ubranie wrzucając wszystko do koszu na brudne ubrania do prania. Weszłam do kabiny włączając gorący strumień wody. Jak zawsze użyłam swojego ulubionego szamponu do włosów i ciała zatracając sie jego zapachem.
 Po 30 minutach wyszłam z kabiny obwiązując ręcznik wokół swojego ciała. Łazienka była cała zaparowana przez co widoczność nie była najlepsza. Wyszłam z pomieszczenia idąc w stronę łóżka gdzie leżało przygotowane przeze mnie ubranie. Założyłam czerwony komplet, czarne dresowe szorty i przydużą białą koszulkę z nadrukiem. Włosy rozczesałam szczotką po czym wzięłam się za ich suszenie. Ogarnęłam je jakoś, nałożyłam krew na twarz i ręce czując się jak nowo narodzona.
 Ciekawe czy reszta też poszła się już kłaść? Słysząc rozmowy z dołu stwierdziłam, że bawią się w najlepsze. Skończyli szkołę to mają luz. Ciekawa jestem w czym pracuje Harry.  I Niall. Louis wiem, że pracował z moim bratem, ale teraz nie mam kompletnego pojęcia. Ja nawet nie wiem gdzie pracuje Zayn. Nigdy nie chwalił się tym i nie chciał rozmawiać na ten temat.
 Położyłam się do łóżka ustawiając zegarek na 6.30 I włączając najgłośniejszy dzwonek inaczej się nie obudzę.

                                                                            ***

Mój słodki, przyjemny sen przerwał budzik. Usiadłam powoli przecierając swoje zaspane oczy, lekko ziewając.  Próbowałam wstać, ale od razu upadałam ponownie na miękkie łóżko.
Nie chcę tam iść! Jejuuu... Zebrałam w sobie wszystkie siły i jakoś udało mi się dotrzeć do szafy w zamiarze wybrania ubrania na ten cudowny dzień.  Wyczujcie ironię.
Wybrałam zwykłe dżinsy z przetarciami, białą luźną koszulkę na ramiączka. Nałożyłam jak zwykle mało makijażu i byłam gotowa. Akurat równo wybiła siódma. Mam jeszcze jakieś 30 minut.
Spokojnie zeszłam na dół, oczekując, że reszta domu, jeszcze smacznie śpi. Zdziwiłam się gdy zauważyłam wszystkich obecnych siedzących przy stole zajadających śniadanie. No prawie wszystkich
- Hej.- powiedziałam przechodząc do lodówki. Wyjęłam sobie mleko, sięgnęłam jeszcze po miskę i moje ulubione płatki kukurydziane.
- Cześć Nany.- Lou pocałował mnie w policzek sięgając po sok jabłkowy. Nawyk.
Przywitałam się ze wszystkimi buziakami w policzek. Zjadłam szybko przygotowane sobie śniadanie, a później schowałam je do zmywarki. Jedynie nie widziałam nigdzie Loczka. Pewnie, jeszcze śpi. I jak na zawołanie zszedł zapinając guziczki od koszuli.
- Hej.- powiedział nie spoglądając na nas. Podeszłam do niego składając małego całusa na jego policzku. Podniósł głowę patrząc na mnie zszokowany moim ruchem.
- No co? Brzydzisz się mnie?- zaśmiałam się widząc jego reakcję.
- Nie. Uważam, że jesteś urocza.
- Pff. Spytaj się ich. A teraz sora lecę do tej nory zwaną szkołą.- powiedziała idąc na górę schodami.
Umyłam szybko zęby, stwierdzając, że wyglądam dobrze.  Wzięłam plecak, przewieszając przez jedno ramię, sprawdzając czy mam wszystkie książki i na wszelki wypadek klucze od domu, jak by chłopaki gdzieś by się wybrali. Zeszłam do korytarza by założyć buty.
- Może cię podwieść ?- oderwałam wzrok od butów spoglądając na bruneta.
- Miło z twojej strony, ale umówiłam się z przyjaciółką.- uśmiechnęłam się łagodnie zawiązując sznurówki.
- Jak coś to mów.
- Dobra! Idę, Pa! - krzyknęłam zamykając drzwi. Zauważyłam dobrze znane mi auto i blondynkę siedząca przed kierownicą i poprawiającą fryzurę w lusterku. Zaśmiałam się sama do siebie wsiadając do auta witając się z przyjaciółką.

                                                                            ***

Dwie lekcje za mną. Zostały jeszcze cztery. Nie takie straszne, ale nie za bardzo moje ulubione.
Szłyśmy z Amy do sali gdzie miała się odbyć lekcja geografii. Nie rozumiem tego przedmiotu. Uczymy się jak obliczać ile spadło deszczu w ostatnim miesiącu albo jak zimno jest w kosmosie. Przecież na przykład sportowcu nie jest to potrzebne, albo facetowi który buduje domu. A wracając do tego pierwszego to tak jakby mówiłam o sobie. Chciałabym być nim, na pewno od siatkówki, ewentualnie jak by się tak nie stało, mogłabym być nauczycielem w-f, ale niestety z tego nie ma się dużych zarobków, myślałam nad dziennikarstwem ,ale nie jestem dobra w pisaniu. A szansa, że stanę się gwiazdą siatkówki, jest jak jedna do miliona. Usiadłam przy oknie na początku klasy, ale wystarczająco daleko od tego babrzdyla. Wredna kobieta, najchętniej nie przepuściła by większość klasy.
- Cisza! Wyjmujcie kartki.- i teraz mój humor jest zniszczony całkowicie. Może jak ją zagadamy zapomni-  pomyślałam spoglądając na resztę klasy jęczących na słowa nauczycielki.
- A jak tego nie zrobimy?- zapytałam nie spodziewając się takiej powagi i pewności siebie wypowiadając kolejne słowa.- Nie powinna pani robić kartkówek i sprawdzianów gdyż już nie długo koniec roku, a oceny już praktycznie są wystawione.- jakoś ją to chyba nie przekonało stwierdziłam grymas ukazany na jej no bądźmy szczerzy starej twarzy.
- Mam prawo do zrobienia wam kartkówki. A co do ocen panno Malik, nie ma pani najlepszych.- stwierdziła gorzko patrząc uważnie na mnie.
- Czyżby pani zmniejszała moją inteligencję? Moje oceny moja sprawa. Uczę się jak uczę i oceny, które otrzymuje odpowiadają mi. Czuję, jak by pani nie mówiła tylko o mojej nauce ale jak o wychowaniu.- jał nie wiedziała, że tak umiem się wypowiedzieć. Spojrzałam na zegarek stwierdzając, że jeszcze 20 minut do końca lekcji.
- Oceny nie są powalające.- odpowiedziała sucho.- Nie obniżam twojej nauki, lecz stwierdzam prawdę, panno Malik.
- Tą prawdę mogła pani zostawić dla swojej popieprzonej.-kaszlnęłam tak, że nie zrozumiała ostatniego słowa, lecz klasa tak.- skromnej osoby. Teraz widzę, że obniża mnie pani na oczach całej klasy. Czyżby to nie było maltretowanie ucznia?- zapytałam podstępnie unosząc brew do góry. Stała z otwartą buzią, otwierając i zamykając ją, próbując coś powiedzieć. Lecz wiedziałam, że po prostu stała zszokowana.
 Nim dostałam odpowiedź usłyszałam dzwonek oznajmujący koniec lekcji. W klasie rozniosły się nie za głośne okrzyki radości. Stałam zadowolona patrząc na nauczycielkę w kompletnym amoku. Schowałam rzeczy do plecaka, przewiesiłam przez jedno ramię i skierowałam się za Amelią do drzwi, mówiąc "do widzenia". Wyszłyśmy z klasy, nie powstrzymałyśmy się już i wybuchłyśmy śmiechem. Podeszłyśmy do szafek, biorąc strój na w-f, znaczy ja wzięłam, blondynka nie przepadała za tym przedmiotem, za to kochała angielski i francuski. Nie miałyśmy go obowiązującego, jak ktoś chciał przychodził i tyle.
- Dziewczyno, ale ją załatwiłaś.- powiedziała zabawnie blondynka, opierając się o szafki plecami, przyciskając książki do klatki piersiowej. Odwróciła się głową w moją stronę z jej cudownym uśmiechem. Amy jest na prawdę śliczna, piękna, ładna i w ogule. Śliczna cera, miękkie, proste blond włosy, ładna figura, ale najbardziej podobały mi się w niej oczy. Jak dla mnie wyglądały na groźne i mówiły "Podejdź, a zginiesz" co bardzo nie pasowało do jej charakteru. 100% optymistka, wesoła, na pewno głośna dziewczyna o cudownym, kochającym sercu. Gdy tylko ją zauważysz pierwszy raz jej uśmiech mówi " Cześć zaprzyjaźnimy się? ". Nie jeden chłopak zakochiwał się w niej, co jej szczerze powiem nie podobało się.
- Nie zamierzałam tego, tak na prawdę.- wzruszyłam ramionami chowając książki. Zamknęłam szafkę dość gwałtownie, na co dziewczyna podskoczyła przestraszona. Zaśmiałam się opierając się o szafkę jak przyjaciółka i zaczęłam skanować korytarz pełen uczniów chodzących za nauczycielką o prośbę zmienienia oceny, chłopaków flirtujących z dziewczyną, która mu się obecnie podobała, i na odwrót.
- Wiesz co? Musimy iść na zakupy.- powiedziała stając przede mną z wielkim uśmiechem znajdującym się na jej zadbanej twarzy. Pokręciłam rozbawiona głową kładąc całą długość ręki na ramionach i kierując się w stronę szatni w celu przebrania sie na salę. Podczas drogi śmiałyśmy się z siebie nawzajem, osób idących obok nas i naszych celów numer jeden- plastiki, bogate dziunie.
- Ty patrz Clara już znalazła kolejneg.- zaśmiała sie gorzko Amelia. Spojrzałam na dziewczynę, zahaczając wzrok na jej kolejnej "ofierze". Wysoki brunet, o brązowych oczach i umięśnionej postawie. Miał dość ostre rysy twarzy, przez co wyglądał dość groźnie. Jego wzrok przeniósł się na mnie, gdy tylko spojrzał w moje mogłam zauważyć cwany uśmieszek na jego twarzy. Prychnęłam zdegustowana. Całkowicie nie mój typ. Wyglądał na starszego od nas, może w wieku Adrien'a lub starszy.
  Weszłam do szatni kładąc plecak pod wieszakami, wyjmując worek z niego. Amy poszła od razu na salę, żeby zając sobie miejsce na ławce pod ścianą. Ubrałam przydużą, białą koszulkę z nadrukiem, czarne spodenki, ze ściągaczem, zawiązałam sznurówki, spięłam włosy w kucyka idąc w kierunku dużych białych drzwi prowadzących do sali. Jak się okazało dziś siatkówka.
  Byłam w parze z Mayą. Jest niską roześmianą blondyneczką o słodkim głosiku. Jest bardzo miła, oraz bardzo wrażliwa do pasuje do jej wyglądu. Najczęściej chodzi w sukienkach lub spódnicach.
Poodbijałam z nią trochę, po czym ustawiliśmy się w rzędzie.

                                                                           ***

Po wyczerpującym w-fie, przebrałam się i poszłam na historię. Lubię ten przedmiotem, szczególnie jest przez naszego nauczyciela, panna Maxwell'a. Jest młody, chyba najmłodszy z nauczycieli, może być od nas może o 5 lat, nie wiem ale wiem, że nie przekracza trzydziestki. Jest fajnym facetem, z prawdziwym darem ciekawienia ludzi. To jak opowiada nam o wojnach, tradycjach, kulturach interesuje nas. Szczególnie podoba się płci pięknej, no nie które nie są takie piękne. Musze jest przystojny, ale trzymam się znajomości uczeń-nauczyciel. Jest miłym facetem, z poczuciem humoru.
 Zmierzałam do klasy kiedy usłyszałam, wołanie mojego imienia.
- Camila!- odwróciłam się widząc biegnącego bruneta w moją stronę. Co on tutaj robi? Skąd wiedział gdzie chodzę do szkoły?
- Cześć? Co tu robisz?- zapytałam, gdy stanął na przeciw mnie łapiąc powietrze, ciężko oddychając. Po chwili wyprostował się patrząc na mnie uważnie.
- Przywiozłem ci drugie śniadanie, bo zapomniałaś wziąć i znalazłem jakąś pracę w salonie z dzisiejszą datą chyba z biologii.- podał mi kartkę uśmiechając się słodko. Chwyciłam papierek przyglądając się dokładnie zdaniom. W tym momencie go po prostu kocham, uwielbiam, wybierzcie sobie. Rzuciłam mu się na szyje mocno przytulając i śmiejąc równocześnie dziękując. Oderwałam głowę od jego szyi spoglądając na jego twarz. Wesołe iskierki w jego oczach, stworzyły przyjemny dreszcz na moim ciele. Objął mnie mocniej przytulając, zaciągnęłam się czując niesamowity zapach.
Bez. Pewnie od jego koszuli, tak to mogłam wyczuć papierosy.
- Nie wiem ja ci dziękować! Gdyby nie ty miałabym 2 na koniec z biologii.- chciałam go pocałować w policzek, ale źle wymierzyłam i trafiłam w kącik ust, na co zadrżał jak i ja. Zawsze byłam kiepska z geometrii. Hah. Przygryzłam zawstydzona wargę spuszczając wzrok w dół. Dopiero teraz zauważyłam jak blisko nasze ciała są i, że przytulamy się na środku korytarza pełnego nastolatków. Spojrzałam w górę zauważając jego zniewalający uśmiech. Oderwałam się od niego powoli, jeszcze raz dziękując. Miałam się już odwracać, gdy Harry się odezwał.
- A śniadanie?-zaśmiał machając niewielką brązową torebką przed nosem. Wywróciłam oczami na jego zachowanie i pokazałam język po czym szybko pobiegłam do klasy.

*Z Perspektywy Harry'ego*

  Uśmiechnąłem się widząc oddalającą się dziewczynę w stronę sali. Włożyłem dłonie do kieszeni kierując się do wyjścia. Wyszedłem na świeże powietrze czując przyjemny wiatr na swojej twarzy. Przed oczami stanął mi widok przytulającej się do mojej osoby dziewczyny o długich brązowych włosach uśmiechającej się do mnie.
 Wsiadłem na motor kierując się do chłopaków siedzących w domu. Trochę nieswojo się czuję, gdy wiem, że długo już siedzę u Malik'a obciążając go swoją osobą. Stanąłem na światłach, czekając na zmianę koloru. LA jest na prawdę piękne, ciepłe słońce, złocista plaża, niebieskie przyjemne morze, imprezy, cluby. Raj dla dwudziestolatka. Ruszyłem dalej. Po 10 minutach byłem na miejscu.