niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 7 Ball on Saturday?



Waliłam pięściami, kopałam nogami, całym ciałem napierałam na drzwi chcąc się wydostać z mojego pokoju i powstrzymać Louis'a. Kolejny raz cofnęłam się o kilka kroków i z rozpędu wpadając na drzwi. Ani drgnęły. Pomasowałam ramię zapominając jakie te kroki miały wady.
Podeszłam do drzwi z całej siły waląc pięścią.
- Louis do cholery! Otwórz te drzwi!- krzyknęłam stając na przeciw drzwi. Oparłam czoło o drewnianą powłokę, spoglądając na swoje dłonie. Z nie których knykci płynęły stróżki krwi, a mi jakoś to nie przeszkadzało.
 Zsunęłam się wzdłuż ściany zacieśniając mocno oczy. Nie potrzebnie będzie go denerwował. Po jakimś czasie usłyszałam kroki na korytarzu co dało mi adrenaliny by zacząć od nowa próby
wydostania się.
 Szybko wstałam prawie się potykając o swoje nogi, gdy zaczęłam ponownie walić w drzwi. Kroki stawały się bardziej słyszalne, aż w końcu ucichły. Nie wiedziałam czy osoba na korytarzu jest nie daleko mnie czy gdzieś dalej. Walnęłam pięścią jeszcze raz. Kurwa, zabolało. Odsunęłam się trochę ściskając dłoń w drugiej.
Usłyszałam trzask zamka co oznaczało, że drzwi nie są już zamknięte. Cały czas myślałam, że przyjdzie Zayn, lub Lou. Ale gdy się odwróciłam zauważyłam blondyna pocieszająco się do mnie uśmiechającego.
 Nie odwzajemniłam jego gestu. Gdy zauważył, że jakoś nie skacze z radości na jego osobę, zamknął drzwi, przygryzając dolną wargę. Skrzyżowałam ręce na piersi uważając na prawą, która ciągle bolała.

- Cam, posłuchaj, przepraszam, że cię tu zamknąłem mimo, że tego nie chciałaś, ale to było dla two...- chyba zrozumiał do czego prowadzi jego wypowiedź, którą przerwał pewnie sobie przypominając jak ta sytuacja mnie denerwuje.
 Podniosłam brwi w lekceważący sposób pokazując jak jestem wściekła. Zła przeszłam koło niego szturchając go dość mocno w ramię. Zasłużył. Zeszłam na dół po schodach do kuchni, po apteczkę.
 Weszłam ignorując wszystko i wszystkich dookoła. Jedynie posłałam piorunujące spojrzenie Louis'owi, otworzyłam szafkę i wyjęłam apteczkę. Zamknęłam gwałtownie szafkę, nie zważając czy kogokolwiek to wkurzy. Poszłam do pokoju, gdzie Niall siedział na łóżku uporczywie nad czymś myśląc.  Chrząknęłam zwracając na siebie uwagę, wskazałam głową drzwi i po chwili go nie było.

                                                                         ***

Poniedziałek. Początek tygodnia. Początek pracy, szkoły. Koniec relaksu, odpoczynku.  Ale mimo wszystko lekcje jakie mam tego dnia są znośne. A jeszcze trafiło nam się zastępstwo, zamiast biologi mamy w-f z panem Fitz'em. Jest naprawdę dobrym nauczycielem i fajnym facetem. Od nas jest jedynie starszy o 4-5 lat. Dlatego dobrze i łatwo da się z nim dogadać.
 Akurat szłam na muzykę, gdy zaczepił mnie kolega z przeciwnej klasy. Max jest wysokim, dobrze zbudowanym chłopakiem o niebiesko-zielonych oczach i brązowych włosach. Ma wielkie poczucie humoru, ale jest odpowiedzialny i można mu zaufać. I muszę się przyznać, nie dawno strasznie na niego leciałam.
 Uśmiechnęłam się delikatnie na jego widok.

- Hej Cam.
- Cześć. Masz jakoś sprawę?- powiedziałam przeczesując włosy. Jeden kosmyk był naprawdę upierdliwy i ciągle opadał mi na twarz, co mnie już mocno denerwowało. Brunet uśmiechnął się rozbawiony, złapał za kosmyk i założył mi go za ucho. Uśmiechnęłam się w podzięce, co odwzajemnił.

- Tak, poszłabyś ze mną na bal w sobotę? Słyszałem, że nie jesteś już z Mathew'em.- wyjaśnił idąc ze mną do mojej szafki, po książkę i zeszyt.
- Dobrze słyszałeś.
- To co? Pójdziesz ze mną?- oparł się o szafkę przygryzając dolną wargę. Wyjęłam potrzebne mi rzeczy, zamknęłam szafkę i spojrzałam na Max'a zastanawiając się nad odpowiedzią. Zawsze mi się podobał, ale dałam sobie spokój z nim jakoś pół roku temu.
- A co mi proponujesz, dokładniej?- uśmiechnęłam się zadziornie opierając plecami o szafki. Odsunął się od nich, podszedł do mnie tak, że prawie stykaliśmy się klatkami.
- Co powiesz na przyjechanie po ciebie o 19, czarna limuzyna, w niej czerwone wino, cała noc zabawy, dużo tańczenia i odwiezienie cię do domu?- wymruczał opierając się jedną ręką koło mojej głowy.
- Bardzo mi się zorganizowana sobota podoba, tylko tą limuzynę zmień na czarnego jeepa.- mruknęłam uśmiechając się pociągająco.- Ale się zgadzam.
 Jego twarz rozświetlił wesoły uśmiech. Odsunął się uwalniając mnie z potrzasku. Zaproponował, że zaprowadzi mnie pod klasę, co mi się odpowiadało.
 Pod klasą Max, pocałował mnie w policzek, akurat robiąc widowisko, bo kilka uczniów wchodziło do klasy. Pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoje strony.
- Dziewczyno, co tu już kolejnego wyrwałaś?- usiadłam koło przyjaciółki, wszystko opowiadając.
- No to ładnie.
- A ty idziesz z kimś?
- Idę z Coll'em. Ahh weź on jest taki zabójczy.- mruknęła opowiadając mi wszytko dokładnie.

Po lekcji muzyki, poszłam do szatni po strój od w-fu, Amy już mnie opuściła idą c na salę i zająć swoje standardowe miejsce na ławce. Przebrałam się w czarne sportowe spodenki, białą luźną bluzkę i związałam włosy w luźnego kucyka.
Pan Fitz poinformował nas, że klasa pani White miała z nim lekcje, więc przyszli i będą z nami grali.
Odpowiadało mi to, miałam dużo znajomych w przeciwnej klasie. Większość dziewczyn usiadła na ławce, ze względu, na brak stroju. Ogólnie grało tylko 7 dziewczyn, reszta to chłopaki.
 Jas i Zack wybierali drużyny, za zgoda nauczyciela. Zostałam wybrana przez Jas'a za co mu ogromnie dziękuję, bo w przeciwnej drużynie był Matthew. Od tamtego czasu, gdy nie poszłam z nim do kina nie gadaliśmy wcale.
 Zaczęliśmy grać. Max ciągle się do mnie uśmiechał, albo strzelał głupie miny co mnie trochę rozpraszało. Zaśmiałam się, gdy piłka walnęła go głowę, powodując jęk z jego ust.
 Zdobyliśmy kolejny punkt, zrobiliśmy przejście, sprawiając, że musiałam serwować. Zaserwowałam trafiając w as serwisowy.
 Spojrzałam na chłopaka, który posyłał mi cwaniacki uśmieszek. Idiota. Zaserwowałam uderzając Matthew'a, upadł na ziemię, wywołując głośny śmiech na sali.

- Matt nie wiedziałem, że jakakolwiek dziewczyna cię wprawi cię w taką pozycję.- powiedział Max z zadziornym uśmieszkiem, spotykając się z większym śmiechem.
- Ja przynajmniej nie zabieram dziewczyny kumplowi.- warknął podchodząc do niego.
- Stary ona już z tobą nie jest.- powiedział dumnie śmiejąc się z niego.- Prawda, Camila?
Wszyscy spojrzeli na mnie wprawiając w zakłopotanie. To prawda, że nie jestem już Matthew'em, ale czemu Max musiał już to ogłaszać na oczach wszystkich?
 Spojrzałam na bruneta i zrozumiałam, że chciał go sprowokować.
- Tak. Czy może Matthew liczyłeś na coś większego?- spojrzał na mnie z rozszerzonymi oczami.- Przepraszam, nie powinnam używać 'Większego' bo tobie jest to w większości nie znane.- -powiedziałam zadziornie się uśmiechając. Zauważyłam, że nawet pan Fitz był rozbawiony.
 Podszedł do mnie z miną mordercy, zatrzymał się przede mną mierząc wzrokiem. Z mojej twarzy nie znikał uśmiech, gdy zobaczyłam jak wkurzony jest.
Złapał mnie mocno za przedramię szarpiąc do siebie. Zacisnęłam zęby, gdy wbił palce w moją skorę dość mocno.
- Uważaj do kogo mówisz, dziwko.-warknął.
- Do kogoś komu brak męskości,wywłoko.- nadepnęłam mu na stopę i walnęłam w krocze. Zapomniał do czego jestem zdolna. Upadł na kolana trzymając się za przyrodzenie z zamkniętymi oczami.
Wzięłam kluczyk od szatni i wybiegłam z sali, chcąc uniknąć ciekawskich spojrzeń.

                                                                           ***

Nie poszłam na kolejne lekcje, nie miałam siły. Uważaj do kogo mówisz. Chciał mnie zastraszyć? Groził? Przysunęłam kolana bardziej do klatki owijając je ramionami.
Chciałabym zniknąć.. Amy oczywiście wybiegła za mną, gdy uciekłam do szatni. Ale została zamknięte drzwi. Zamknęłam się, przebrałam i gdy upewniłam się, że nikogo nie ma zostawiłam klucz w zamku i wyszłam.
 Teraz siedziałam pod schodami szkolnymi, chcąc, zostać sama. Dlaczego on się tak uparł? Nie zabieram dziewczyny kumplowi. Dziewczyny.. dziewczyny.

- Wszędzie cię szukałem. Gdzie ty byłaś?-podniosłam głowę w górę zauważając niespokojne spojrzenie Max'a. Nie odezwałam się, nie wie działam co powiedzieć. Czy śmiać się, czy płakać.- Martwiłem się o ciebie.
 Znieruchomiałam na jego słowa. Spojrzałam na niego, przysunął się bliżej prawie stykając się ze mną ramieniem.- Nie słuchaj go, jest idiotą.
- To ja jestem idiotką.- mruknęłam.- Nie potrzebnie się odzywałam.
- Mylisz się. Wszyscy teraz wiedzą, że z Malik'ówną się nie zadziera.- szturchnął mnie w ramię, na co się zaśmiała.- Oraz, że Matt jest kretynem, obrażając świetną dziewczynę.- uniosłam głowę w jego stronę widząc, że uważnie mi się przygląda.- Piękną, zdolną dziewczynę.- dopowiedział uśmiechając się delikatnie. Uśmiechnęłam się słabo słysząc jego miłe słowa. Pocałował mnie w policzek,
poszerzając mój uśmiech.
- Co robisz dziś po szkole?- zapytał po chwili milczenia.
- Siedzę w domu. A ty?
- Też.
- Jakieś propozycje?- uśmiechnęłam się cwaniacko, opierając głowę o jego ramię.
- Kino? Albo nie, na festyn nad przystanią. Co ty na to?
- Festyn.- pokiwałam głową.

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 6 She was once a problem?



*Z Perspektywy Harry'ego*

Jakimś sposobem udało mi się zanieść Camilę do pokoju i spokojnie wrócić do salonu gdzie siedzieli chłopaki. Nie wiem co jej się stało. Siedzieliśmy z Niall'em w kuchni rozmawiając, kiedy usłyszeliśmy cichy szloch dziewczyny. Co się mogło takiego wydarzyć? Powiedziała tylko, że jest zmęczona byciem samą. Może miała po prostu lekki atak paniki. Tak to na pewno to.
Ale czemu zareagowała tak na Zayn'a? To raczej on powinien z nią siedzieć w pokoju i uspokajać, mówić, że wszystko będzie dobrze, że jest bezpieczna, a ona na jego głos zareagowała jak by był obcą osobą, co powinno być inaczej, to mnie powinna się bać, mojego głosu, mojego dotyku, powinna mnie unikać, być w ramionach Zayn'a, nie moich.
 Usiadłem zmęczony na kanapie koło Lou dalej się zastanawiając nad dziwnym zachowaniem Cami.

- Zayn uspokój się. Przecież to nie jest koniec świata.- powiedział poważnie Lou mający wzrok na chodzącym z kąta w kąt chłopaka. Nawet nie pomyślałem o tym jak mój przyjaciel się czuje. Jego własna siostra, się go bała, jak człowieka, chcącego zrobić jej największą krzywdę.
- Jak mam być kurwa spokojny, kiedy moja własna siostra się mnie boi?!- wydarł się na niego wprawiając w kompletne zdziwienie nas wszystkich. Wiedziałem, że Go to zaboli, ale nie wiedziałem, że będzie aż tak wściekły.

- Zayn...- powiedziałem delikatnie.- nie potrzebnie się wydzierasz, chcesz ją bardziej przestraszyć?
Momentalnie zatrzymał się analizując moje słowa, przed chwilą wypowiedziane.
- Ja.. ja nie...- chyba go zatkało, nie mógł znaleźć odpowiednich słów, jako odpowiedź.- Czemu ona.. nie poszła...do mnie?
- Nie wiem.- westchnąłem zdenerwowany. Na prawdę nie wiedziałem dlaczego. Nie mogłem jej zrozumieć. Zayn usiadł na przeciw mnie zakrywając twarz w dłoniach i ją przecierając.
- Nie ufa mi?
- Nie. Na pewno ci ufa. Tego jestem pewien. Tylko nie rozumiem jej zachowania.- powiedziałem z godnie z prawdą nie wiedząc co myśleć.- Miała kiedyś problemy?
-Sugerujesz, że mam chorą psychicznie siostrę?- powiedział z wyrzutem patrząc na mnie z niedowierzaniem.  Niall i Louis nawet nie odezwali się słowem, jak by nie chcieli się odezwać, żeby nie wszczynać żadnej nie potrzebnej kłótni, a może i nawet bójki. Zayn ma obsesję na punkcie chronienia swojej siostry, wiele razy mogłem to usłyszeć. Gdy go poznałem wiele słyszałem o Cami, ale nie wiedziałem zdjęcia, ale zawsze opowiadał jaka ona jest uparta, wkurzająca, często ma kłopoty, ale i tak ją kocha.
- Nie. Sugeruję, że może ma jakiś problem ze wspomnieniami, czy czymś. Każdy ma problemy Zayn.- spojrzałem na niego porozumiewawczo. Kiedyś z około pół roku temu, wybraliśmy się z chłopakami do clubu w Londynie, Zayn nie pilnował się z alkoholem, upił się dość porządnie, jeden chłopak z nim zadarł i skończyli w zaułku. Bił go bez opamiętania, szczęka, brzuch, złamał mu nos i jedno żebro tylko dlatego, że tamten chłopak tylko zaczął go wyzywać. Oczywiście Zayn nie ma wstępu do tego clubu, chłopak wylądował w szpitalu, ze względu na poważne uszkodzenie żebra musieli go uśpić, niedawno się wybudził, nie wniósł papierów do sądu i na policję, gdyż za bardzo się go bał.
Tak, Zayn ma problem z przemocą.
Zmarszczył brwi posyłając mi wkurzony wzrok. Czy się przestraszyłem? Nie.

- Zamknij się, Harry.- powiedział spokojnie zaciskając pięści.
- Nie zamknę się. Zrozum, że ktoś musi jej pomóc i nie uda to się tylko tobie. Nie zawsze przy niej będziesz.- podszedł do mnie pociągając w górę za materiał bluzki, przez co byłem na wprost jego wściekłego spojrzenia.
- Nic o niej nie wiesz. Nie masz prawa mówić, że nie za pewnie jej bezpieczeństwa.- warknął lekko mną potrząsając. Jego oczy zrobiły się bardziej ciemne, stając się całkowicie czarne.
- Zapewniasz jej ją, ale ona potrzebuje pomocy. Nie tylko twojej.- powiedziałem odpychając go od siebie, poprawiłem koszulkę stając przed nim.- Mylisz się, wiem o niej trochę... Jak myślisz czemu wczoraj się pogodziliście? Bo do niej poszedłem i jej to wytłumaczyłem, czemu jesteś nadopiekuńczy, czemu tak się zachowujesz, spędziłem z nią kilka godzin, żeby tylko porozmawiać, co powinieneś zrobić ty. Nie oskarżam cię, ale zrozum, że ona potrzebuję cię nie tylko jako opiekuńczego brata, ale też jako przyjaciela, któremu może się wypłakać, może powiedzieć wszystko. Ale ciebie to nie obchodzi.- warknąłem odwracając się i kierując do kuchni.
Wszedłem do przestronnego pomieszczenia, sięgnąłem po szklankę i nalałem sobie wody.
 On musi zrozumieć, że nie chce jej zrobić krzywdy, chcę, żeby nie płakała.

- Nie rozumiesz.- odwróciłem się spotykając z poważną twarzą przyjaciela.- Ona nie lubi rozmawiać o uczuciach, nie umie.
- Czy ja powiedziałem, że rozmawiałem z nią o uczuciach? Rozmawiałem jak przyjaciel z przyjaciółką, wygłupialiśmy się z samych siebie i naszych wspomnień, które były tylko wesołe oraz śmieszne. Kiedy z nią tak rozmawiałeś? Zayn..- podszedłem do niego kładąc rękę na jego ramieniu.- Nie mam zamiaru jej skrzywdzić, bo wiem, że ty wtedy też jesteś skrzywdzony. Zrozum, że nie jestem tu, by patrzeć jak jest załamana. Nie rozumiem jej wcześniejszego zachowania do mnie, chciałem ci ją wtedy dać, bo nie wiedziałem co robić, to ona wybrała. A nie mogłem patrzeć jak jest załamana, nawet nie wiem czemu, bo mi nie powiedziała. Zrozum, chce ci pomóc- poklepałem go po ramieniu, zabrałem szklankę z wodą i skierowałem się do pokoju dziewczyny.
Mam nadzieję, że śpi, obejdzie się bez nie potrzebnej nie zręcznej ciszy czy czegoś nie przyjemnego.
 Wszedłem powoli po schodach i po chwili byłem przed drzwiami od jej pokoju. Zapukałem delikatnie, nie chcąc jej obudzić, gdy na prawdę spała.
Otworzyłem powoli drzwi, rozglądając się i spotykając postać dziewczyny siedzącej na łóżku, całkowicie do siebie przytulonej.
 Stawiałem powolne kroki nie chcąc jej przestraszyć.
- W porządku?- zapytałem siadając na przeciw niej, podałem jej szklankę z napojem, którą chwyciła od razu. Uśmiechnęła się kiwając głową w moja stronę. Uśmiechnąłem się lekko ukazując swoje dołeczki. Napiła się nie wiele, odstawiła naczynie na szafkę obok poprawiając się na łóżku.- Może byś się przespała?
- Jest w porządku. Dziękuje Harry.- chwyciłem ją za rękę lekko ściskając powodując szerszy uśmiech na jej ślicznej buzi. Spojrzałem na jej usta, przypominając sobie, że o niedokończonej sprawie. Nie wykonałem go wtedy, bo się bałem, że pomyśli, że jestem jakimś napalonym kolesiem, ale i mogła się przestraszyć, przecież przed chwilą miała mały atak.
- Jesteś głodna?- zaśmiała się na co zmrużyłem oczy. Nie powiedziałem nic śmiesznego.
- Nie, dzięki. Zmieniasz się w Zayn'a.- zachichotała patrząc na mnie radośnie. Jak ona tak szybko zmienia zachowanie. Najpierw płakała mi w szyję, nie odzywała się, a teraz się śmieje.

*Z Perspektywy Camilii*

Gdy wszedł, cieszyłam się. Z nie znanego powodu jego towarzystwo uspokajało mnie w kojący spokój. Gdy z nim rozmawiałam wiedziałam, że mnie dokładnie wysłucha i da jakąś zadowalającą radę. Był takim moim przyjacielem. Przyjacielem, którego znam chyba tydzień. Nie do wiary ile się wydarzyło w tamtym czasie. Zayn wrócił z chłopakami, Harry się pojawił, sprawa z Matthew'em, kilka kłótni z bratem, i teraz dzisiejszy dzień.
 Brunet siedział i po prostu patrzył na mnie w zamyśleniu, przyznam, że to jest krępujące. Zarumieniłam się spuszczając głowę, słysząc śmiech mojego towarzysza.

- Co?- mruknęłam spoglądając na niego. Przyłapał mnie co spowodowało uśmiech na mojej i jego twarzy.
- Nie widziałem cię jak się rumienisz.- powiedział zadziornie, uśmiechając się chytrze.- Słodko wyglądasz.- przygryzłam dolną wargę, czując większe pieczenie na policzkach. Poczułam jak materac się ugina, co oznaczało, że chłopak się przemieszcza.
- Nie lubisz mówić o uczuciach?- wypowiedział to bardziej za stwierdzenie niż pytanie.
 Kiwnęłam głową, wzruszając ramionami.- Jesteś skryta.- przymrużył oczy na moją osobę.
- Wow, odkryłeś Amerykę. Gratuluje.- mruknęłam spoglądając na niego złośliwie..
- Taka jesteś zabawniejsza.- zaśmiał się kładąc na łóżku. Możemy się zabawić.
- Chyba się za bardzo rozgościłeś.
- Tak?- spojrzał na mnie z dołu, gdy się lekko podniosłam i oparłam na łokciu.
- Tak. Są pewne zasady- uśmiechnęłam się chytrze patrząc na jego koszulkę, która opinała jego umięśniony tors. Podniosłam powoli wzrok na jego zadziorny wyraz twarzy. Pierwszy raz go takiego widzę. Pewnego, specjalnie pociągającego. Przygryzł wargę patrząc w moje oczy.
Przysunęłam się bliżej, do jego ucha, zniżając głos do szeptu.
- Po pierwsze żaden chłopak, nie leży ze mną łóżku jeśli mu nie pozwolę. Więc...- popchnęłam go przez co wylądował twarzą na dywanie. Przygryzłam wargę powstrzymując się od śmiechu.  Odgarnął włosy z twarzy patrząc na mnie podejrzliwie. Wstał otrzepał się  z niewidzialnego kurzu z spodni i podszedł do mnie. Pochylił się, kładąc ręce po obu stronach mojego ciała przez co byłam uwięziona. Bałam się? Nie. To mi dodawało odwagi by dalej ciągnąc zabawę. Przejechałam wskazującym palcem wzdłuż linii jego szczęki, wstrzymał oddech na mój dotyk przymykając oczy.
 Przybliżyłam swoje ręce jak najbliżej mojego ciała zsuwając się w dół wzdłuż ciała chłopaka. Wstałam szybko i popchnęłam go na łóżko.
- No kolego trzeba poćwiczyć nad twoją kondycją i skupieniem.- zachichotałam.

                                                                  ***

- Cześć staruchy. Co na kolację?- powiedziałam wesoła siadając koło Louis'a na kanapie. Patrzyli na mnie zdziwieni i z niedowierzaniem. A no tak, przecież niedawno popłakałam się jak jakieś małe dziecko i bałam się kogokolwiek, a teraz wesolutka przychodzę do nich jak nigdy to by się nie zdarzyło.
- Wszystko w porządku?- zapytał Lou patrząc na mnie uważnie. Kiwnęłam głową. Przecież nie będę się nad tym użalać, raz mi się zdarzyło więcej się to nie zdarzy.
Sytuacja w salonie stała się nie komfortowa. Chłopaki byli nadzwyczaj cisi, jedynie można było usłyszeć odgłosy wydobywające się z telewizora.
- Okej. Gdy odzyskacie języki w przystojnych buźkach, dajcie znać, idę zrobić nam kolację.- wstałam nie czekając na odpowiedź po prostu, poszłam do kuchni przymykając drzwi.
 Pod głosiłam radio słysząc z jedna z moich bardziej lubianych piosenek. Zaczęłam się kręcić po kuchni, szukając potrzebnych mi produktów do zrobienia tostów. Zaczęłam smarować chleb tostowy masłem poruszając delikatnie biodrami. Zawsze lubiłam tańczyć, i raczej sądziłam, że mam tam jakiś dar, może najlepiej tańczyć nie umiem, ale to nie oznacza, że w ogule nie umiem. Jak byłam mała, mama zapisywała mnie na jakiegokolwiek tańce, hip-hop, break dance, taniec bardziej poważny.
Oczywiście wszystko kończyło się może po miesiącu, trzech. Zawsze lubiłam próbować wszystkiego.  Obróciłam się wokół własnej osi, przechodząc do lodówki i wyciągając, ser, salami, szynkę, ketchup.
 Zrobiłam wszystko szybko ciągle tańcząc i uśmiechając się radośnie. Mój humor całkowicie się poprawił. I to dzięki pewnemu brunetowi.
- Jeszcze raz! Jeszcze raz!- podskoczyłam przestraszona widząc Lou we framudze drzwi z blondynem. Złapałam się za klatkę próbując uspokoić oddech.
- Przestraszyliście mnie. Idioci.- warknęłam na nich, wyłączając maszynę do tostów. Wyszły równo złociste. Wyjęłam je kładąc na talerz, który stał na stole.
- Napaleni idioci. Wiesz jak nas rozgrzałaś. - powiedział Lou klepiąc mnie w tyłek. To całkiem normalne u niego. Alex nie ma z tym problemu, że tak zachowuje się względem siebie. Bawi ją to.
- Próbuj, próbuj i tak nie poruchasz.- powiedziałam zadziornie zlizując ketchup z palca.
- Sama się o to prosisz.
- Najpierw trzeba mieć czym.- Niall wybuchł śmiechem przybijając mi piątkę. Lou posłał mi wściekłe spojrzenie, ale dobrze wiedziałam, że się ze mną tylko drażni.
- Uważaj bo dostaniesz.
- Misia z kokardką? -uśmiechnęłam się niewinnie, siadając na krześle, koło blondynka. Oczywiście on zjadł już połowę kolacji. Z Niall'em jesteśmy nawet podobni, mamy podobne upodobania, nawyki i takie tam. Oboje uwielbiamy słodycze, oglądać kreskówki, zachowywać się jak małe dzieci.
Poczochrałam chłopakowi włosy, na co dostałam szeroki uśmiech z jego strony, cmoknęłam go w policzek i napiłam się wody.
- Gdzie Harry i Zayn?- zapytałam z pełną buzią. Chłopaki się zaśmiali, a Lou wytarł mi chusteczką usta, zahaczając białym materiałem o mój nosek. Zachichotałam, gdyż to łaskotało.
- Brudna byłaś. Musieli gdzieś pojechać, nie martw się.- pokiwałam głową, że rozumiem i uśmiechnąłem się szeroko, gdy chłopak wysłał mi buziaka.
 Kochałam ich, jak rodzinę, która zastępuje mi tą, w Londynie. Nigdy nie marzyłam aby coś im się stało. Wiem, że kiedyś każdy założy własną rodzinę, ale mam nadzieję, że nie zapomnimy o sobie i dalej będziemy na siebie liczyć.
- O czym myśli nasza mała księżniczka?- zamruczał Niall pijąc sok pomarańczowy.
-Mała to może być twoja....- ugryzłam się w język, nie dokańczając zdania widząc rozbawionego Horana. Głupek.
Spojrzałam na zegar stwierdzając, że jest dopiero po 18.
- Chłopaki...- popatrzyli na mnie.- możemy iść na imprezę? Prooszę, proszę, proszę. - wydęłam dolną wargę patrząc na nich prosząco.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.- powiedział Lou, a Niall go poparł.- Nie miałaś chyba udanego dnia.
- A kochasz mnie?
- Kocham.
- Jak mnie kochasz to mi pozwolisz.- powiedziałam delikatnie się uśmiechając.
- Nany, tak się nie bawimy. Zostajesz w domu.
- Bawić to się mogą małe dzieci. Ja przeprowadzam z tobą inwestycję.- powiedziałam poważnie. Przydałoby mi się wyjście na imprezę, muszę ochłonąć, a w tym impręzy najlepiej mi pomagały.
- Powiedziałem nie. Zrozum, nie chcemy, żebyś zrobiła coś głupiego.- spojrzałam na Niall'a, ale on miał wzrok utkwiony w ścianie. Napięłam ciało czując, że robię się na prawdę zła. Nie chcemy, żebyś zrobiła coś głupiego. Super! Genialnie! Zarąbiście! Wszyscy uważają mnie za małe głupie dziecko, nie umiące sobie poradzić. Wstałam gwałtownie uważnie na nich spoglądając

- Coś głupiego?! Kurwa, nie no fajnie, wszyscy macie mnie za jakieś małe dziecko, myślące o niebieskich migdałach! To się robi kurna przytłaczające! Nie mogę o sobie decydować, o swoich czynach, o niczym! Bo zawsze wy macie ostatnie zdanie, czy to mi się podoba czy nie, prawda?! A na osiemnastych mówiliście, że to moje nowe dorosłe życie.- mój głos z głośnego krzyku zmieniał się załamany szept.- Obiecaliście mnie wspierać w moich decyzjach, obiecaliście,że będziecie je szanować. Obiecaliście.- powiedziałam smutna patrząc na zaskoczonego Louis'a i Niall'a. Myślałam, że chociaż oni są po mojej stronie.

- Cami.-powiedział delikatnie blondyn.-Prawda, obiecaliśmy, ale nie zawsze twoje wybory są dobre dla ciebie samej.- wstał z krzesła, na co całe moje ciało się spięło, czego nie zamierzałam.- Chcemy  dla ciebie dobrze.- postawił pierwszy krok, na co od razu zrobiłam krok w tył. Przełknęłam ciężko ślinę. Popatrzyłam na blondyna, a później na zmartwionego bruneta.- Chodź do mnie.
Spojrzałam na Niall'a z szeroko otwartymi oczami. Chcę go przytulić. Czemu nie mogę się ruszyć? - Boisz się mnie?
- Nie wiem.- spojrzał przerażony na starszego, który wstał szybko z krzesła stając koło niego.
- Nany to przecież Niall i ja Louis. Pamiętasz.- pokiwałam głową.
Co się ze mną dzieje?! Czemu się martwię, że coś mi zrobią?
- Pamiętasz jak sobie dokuczaliśmy? Jak się przezywaliśmy dla zabawy? Jak z Niall'em oglądasz kreskówki?- tak, to przecież moja rodzina. Co ja wyrabiam? Przecież ja ich kocham.
Podbiegłam szybko do blondynka i mocno się przytuliłam uczepiając się jego szyi.
- Już wszystko okej. Nie bój się. Jesteśmy z tobą.- poczułam jak Niall podnosi mnie i niesie w stylu ślubnym. Zaniósł mnie do salonu i położył na kanapie.- Prześpij się. Będziemy obok.- pocałował mnie w czoło, a to podziałało na mnie lek usypiający.

                                                                            ***

Nie wiem, która jest godzina, ale stwierdzając, że za oknami jest ciemno jest noc.
Jedynie w salonie można usłyszeć cichy głos wydobywający się z telewizora. Nie otwieram do końca oczu, bo światło stojące na stoliku przeszkadzało mi w tym. Zamknęłam oczy ponownie próbując jeszcze raz zasnąć, ale na marne. Nie chciałam wstawać, było mi za wygodnie.
Gdy usłyszałam kroki postanowiłam udawać, że śpię, nic się nie stanie przecież.
- Śpi jeszcze.- usłyszałam Niall'a. Chodził kilka minut po pomieszczeniu aż w końcu poczułam jak siada niedaleko mnie. Poprawił mi koc, który teraz spostrzegłam. Pogłaskał mnie po głowie, przez co zacisnęłam piąstki na kocu, momentalnie poczułam brak dotyku.
Westchnięcie wyszło z jego ust, gdy wstał i usiadł prawdopodobnie na fotelu.
- Co się z nią dzieje?
- Nie mam pojęcia. Nigdy się tak nie zachowywała. Na szczęście Zayn'a jeszcze nie ma. Chyba Harry dobrze zrobił zabierając go na siłownie.- mruknął. Wiedziałam, że Lou na mnie patrzy i się zastanawia nad moim zachowaniem.
Nastała cisza, a ja nie zamierzałam jej ignorować. Poruszyłam się nie spokojnie, otwierając powoli oczy. Niall podniósł wzrok na mnie przygryzając wargę, Lou cały czas patrzył wprost na mnie z przymrużonymi oczami.
- Gdzie Zayn?- zapytałam przerywając napiętą ciszę.
- Nie ma go jeszcze.- pokiwałam głową.-
- Niall przyniesiesz mi telefon?- spojrzałam na niego z obojętnym wyrazem twarzy.
Wstał i poszedł na górę. Odgarnęłam włosy z twarzy i spojrzałam na bruneta.
- Na prawdę tak uważasz?- zbił mnie z tropu o co mu chodzi, nie rozumiem.
- Jak?
- Że nie dajemy ci samej decydować za siebie. Że jesteśmy nadopiekuńczy.
- Nie wiem Lou. Czasami się tak czuję ,ale i tak zawsze robiłam wam na przekór.- pokiwał głową, wstał i po prostu mnie przytulił.
- Zawsze będziesz moją przyjaciółką Nany, zawsze będę chciał dla ciebie dobrze. Przepraszam jeśli kiedykolwiek, się tak poczułaś przeze mnie. Kiedyś zrozumiesz. Obiecuję.
- Nie wierze już w wasze obietnice.- powiedziałam czego w ogule nie skontrolowałam z moim mózgiem. Spojrzał w moje oczy a ja zobaczyłam prawdziwy ból. Zabolało go.- Boże przepraszam, wiesz, że tak nie jest. Matko przepraszam, przepraszam.- załkałam wtulając się w niego mocniej.
- Rozumiem.
- Twój telefon Cami. - blondynek podał mi go. Wyplatałam się z uścisku i odeszłam na koniec pokoju. Wybrałam numer. Nie odbiera. Oczywiście! Pieprzony pan Adrien nie może ode mnie odebrać, jak zwykle!
Usiadłam w kącie i myślałam jak mogę się z nim skontaktować. Evelyn. Szybko wybrałam numer przyjaciółki i po chwili usłyszałam jej wesoły głos.

- Hej Cam.
- Hej. Masz może obok Adrien'a?
-Nie? Nie ma go w Nowym Yorku, nie powiedział ci?
- Nie. Gdzie pojechał?
- Nie wiem mówił, że ma jakąś delegację czy inne gówno.- zaśmiała się. - Cami wszystko w porządku? Jesteś jakaś cicha.
- Nie znaczy tak. Wszystko ok. Kiedy wracacie?
- Nie wiem. Mieliśmy przyjechać tydzień temu, ale twojemu bratu coś wypadło. -westchnęłam smutno. - Tęsknie za tobą młoda.
- Ja za tobą też stara.- zaśmiałyśmy się obie. Pogadałyśmy jeszcze z pół godziny, akurat gdy się żegnałam usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Włożyłam telefon do kieszeni i usiadłam na kanapie udając, że wszystko ok. Ale nie jest ok. Co się ze mną dzieje? Ile razy dzisiaj padło to pytanie? Pięć razy, dwadzieścia, sto? Na pewno.

- Hej siostra. Nie torturowali cię chłopaki?- zaśmiał się Zayn czochrając mnie po głowie. Nie chcę mu psuć dobrego humoru z swoimi problemami, więc postanowiłam zapomnieć o wcześniejszym incydencie. Uśmiechnęłam się szeroko oczywiście nie szczerze, ale to szczegół.
Położył torbę obok kanapy i sam się na niej rozłożył.- Co porabiałaś jak mnie nie było?
- Nic takiego. Zrobiłam kolacje chłopakom, pooglądałam telewizję, zdrzemnęłam się na trochę i zadzwoniłam do Evelyn. Wiesz, że Adrien'a nie ma Nowym Yorku?- jego wyraz twarzy zmienił się diametralnie słysząc moje pytanie.
- Cami to nie tak jak myślisz.
- O czym ty mówisz?
- Nie wiesz?
- O czym?- zapytałam skołowana. O co chodzi?
- Nie ważne. Jest 23 lepiej idź..
- Zayn, chodź na moment!- usłyszałam Lou z kuchni. O nie! On na pewno chce mu powiedzieć!
Muszę być pierwsza. Jak najszybciej zeskoczyłam z kanapy i pobiegłam w stronę bruneta.
- Nie mów mu, proszę. Zrobię co chcesz, tylko nie mów mu.- błagałam ściskając mocno jego prawą rękę.
- O czym ma mi nie mówić?- nie. Popatrzyłam błagalnie na przyjaciela, ale on nawet na mnie nie spojrzał, jego wzrok był utkwiony w Mulacie.
- Niall zaprowadź Cami do pokoju. Idź z nim.- spojrzał na mnie prosząco, ale była w nich stanowczość.- Proszę.
Poszłam z blondynem do pokoju. Nawet na mnie nie spojrzał, gdy szliśmy, a gdy weszłam do pokoju po prostu zamknął je za mną.
  Co się do jasnej cholery tutaj dzieje?! Ze mną?