Waliłam pięściami, kopałam nogami, całym ciałem napierałam na drzwi chcąc się wydostać z mojego pokoju i powstrzymać Louis'a. Kolejny raz cofnęłam się o kilka kroków i z rozpędu wpadając na drzwi. Ani drgnęły. Pomasowałam ramię zapominając jakie te kroki miały wady.
Podeszłam do drzwi z całej siły waląc pięścią.
Zsunęłam się wzdłuż ściany zacieśniając mocno oczy. Nie potrzebnie będzie go denerwował. Po jakimś czasie usłyszałam kroki na korytarzu co dało mi adrenaliny by zacząć od nowa próby
wydostania się.
Szybko wstałam prawie się potykając o swoje nogi, gdy zaczęłam ponownie walić w drzwi. Kroki stawały się bardziej słyszalne, aż w końcu ucichły. Nie wiedziałam czy osoba na korytarzu jest nie daleko mnie czy gdzieś dalej. Walnęłam pięścią jeszcze raz. Kurwa, zabolało. Odsunęłam się trochę ściskając dłoń w drugiej.
Usłyszałam trzask zamka co oznaczało, że drzwi nie są już zamknięte. Cały czas myślałam, że przyjdzie Zayn, lub Lou. Ale gdy się odwróciłam zauważyłam blondyna pocieszająco się do mnie uśmiechającego.
Nie odwzajemniłam jego gestu. Gdy zauważył, że jakoś nie skacze z radości na jego osobę, zamknął drzwi, przygryzając dolną wargę. Skrzyżowałam ręce na piersi uważając na prawą, która ciągle bolała.
- Cam, posłuchaj, przepraszam, że cię tu zamknąłem mimo, że tego nie chciałaś, ale to było dla two...- chyba zrozumiał do czego prowadzi jego wypowiedź, którą przerwał pewnie sobie przypominając jak ta sytuacja mnie denerwuje.
Podniosłam brwi w lekceważący sposób pokazując jak jestem wściekła. Zła przeszłam koło niego szturchając go dość mocno w ramię. Zasłużył. Zeszłam na dół po schodach do kuchni, po apteczkę.
Weszłam ignorując wszystko i wszystkich dookoła. Jedynie posłałam piorunujące spojrzenie Louis'owi, otworzyłam szafkę i wyjęłam apteczkę. Zamknęłam gwałtownie szafkę, nie zważając czy kogokolwiek to wkurzy. Poszłam do pokoju, gdzie Niall siedział na łóżku uporczywie nad czymś myśląc. Chrząknęłam zwracając na siebie uwagę, wskazałam głową drzwi i po chwili go nie było.
***
Poniedziałek. Początek tygodnia. Początek pracy, szkoły. Koniec relaksu, odpoczynku. Ale mimo wszystko lekcje jakie mam tego dnia są znośne. A jeszcze trafiło nam się zastępstwo, zamiast biologi mamy w-f z panem Fitz'em. Jest naprawdę dobrym nauczycielem i fajnym facetem. Od nas jest jedynie starszy o 4-5 lat. Dlatego dobrze i łatwo da się z nim dogadać.
Akurat szłam na muzykę, gdy zaczepił mnie kolega z przeciwnej klasy. Max jest wysokim, dobrze zbudowanym chłopakiem o niebiesko-zielonych oczach i brązowych włosach. Ma wielkie poczucie humoru, ale jest odpowiedzialny i można mu zaufać. I muszę się przyznać, nie dawno strasznie na niego leciałam.
Uśmiechnęłam się delikatnie na jego widok.
- Hej Cam.
- Cześć. Masz jakoś sprawę?- powiedziałam przeczesując włosy. Jeden kosmyk był naprawdę upierdliwy i ciągle opadał mi na twarz, co mnie już mocno denerwowało. Brunet uśmiechnął się rozbawiony, złapał za kosmyk i założył mi go za ucho. Uśmiechnęłam się w podzięce, co odwzajemnił.
- Tak, poszłabyś ze mną na bal w sobotę? Słyszałem, że nie jesteś już z Mathew'em.- wyjaśnił idąc ze mną do mojej szafki, po książkę i zeszyt.
- Dobrze słyszałeś.
- To co? Pójdziesz ze mną?- oparł się o szafkę przygryzając dolną wargę. Wyjęłam potrzebne mi rzeczy, zamknęłam szafkę i spojrzałam na Max'a zastanawiając się nad odpowiedzią. Zawsze mi się podobał, ale dałam sobie spokój z nim jakoś pół roku temu.
- A co mi proponujesz, dokładniej?- uśmiechnęłam się zadziornie opierając plecami o szafki. Odsunął się od nich, podszedł do mnie tak, że prawie stykaliśmy się klatkami.
- Co powiesz na przyjechanie po ciebie o 19, czarna limuzyna, w niej czerwone wino, cała noc zabawy, dużo tańczenia i odwiezienie cię do domu?- wymruczał opierając się jedną ręką koło mojej głowy.
- Bardzo mi się zorganizowana sobota podoba, tylko tą limuzynę zmień na czarnego jeepa.- mruknęłam uśmiechając się pociągająco.- Ale się zgadzam.
Jego twarz rozświetlił wesoły uśmiech. Odsunął się uwalniając mnie z potrzasku. Zaproponował, że zaprowadzi mnie pod klasę, co mi się odpowiadało.
Pod klasą Max, pocałował mnie w policzek, akurat robiąc widowisko, bo kilka uczniów wchodziło do klasy. Pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoje strony.- Dziewczyno, co tu już kolejnego wyrwałaś?- usiadłam koło przyjaciółki, wszystko opowiadając.
- No to ładnie.
- A ty idziesz z kimś?
- Idę z Coll'em. Ahh weź on jest taki zabójczy.- mruknęła opowiadając mi wszytko dokładnie.
Po lekcji muzyki, poszłam do szatni po strój od w-fu, Amy już mnie opuściła idą c na salę i zająć swoje standardowe miejsce na ławce. Przebrałam się w czarne sportowe spodenki, białą luźną bluzkę i związałam włosy w luźnego kucyka.
Pan Fitz poinformował nas, że klasa pani White miała z nim lekcje, więc przyszli i będą z nami grali.
Odpowiadało mi to, miałam dużo znajomych w przeciwnej klasie. Większość dziewczyn usiadła na ławce, ze względu, na brak stroju. Ogólnie grało tylko 7 dziewczyn, reszta to chłopaki.
Jas i Zack wybierali drużyny, za zgoda nauczyciela. Zostałam wybrana przez Jas'a za co mu ogromnie dziękuję, bo w przeciwnej drużynie był Matthew. Od tamtego czasu, gdy nie poszłam z nim do kina nie gadaliśmy wcale.
Zaczęliśmy grać. Max ciągle się do mnie uśmiechał, albo strzelał głupie miny co mnie trochę rozpraszało. Zaśmiałam się, gdy piłka walnęła go głowę, powodując jęk z jego ust.
Zdobyliśmy kolejny punkt, zrobiliśmy przejście, sprawiając, że musiałam serwować. Zaserwowałam trafiając w as serwisowy.
Spojrzałam na chłopaka, który posyłał mi cwaniacki uśmieszek. Idiota. Zaserwowałam uderzając Matthew'a, upadł na ziemię, wywołując głośny śmiech na sali.
- Matt nie wiedziałem, że jakakolwiek dziewczyna cię wprawi cię w taką pozycję.- powiedział Max z zadziornym uśmieszkiem, spotykając się z większym śmiechem.
- Ja przynajmniej nie zabieram dziewczyny kumplowi.- warknął podchodząc do niego.
- Stary ona już z tobą nie jest.- powiedział dumnie śmiejąc się z niego.- Prawda, Camila?
Wszyscy spojrzeli na mnie wprawiając w zakłopotanie. To prawda, że nie jestem już Matthew'em, ale czemu Max musiał już to ogłaszać na oczach wszystkich?
Spojrzałam na bruneta i zrozumiałam, że chciał go sprowokować.
- Tak. Czy może Matthew liczyłeś na coś większego?- spojrzał na mnie z rozszerzonymi oczami.- Przepraszam, nie powinnam używać 'Większego' bo tobie jest to w większości nie znane.- -powiedziałam zadziornie się uśmiechając. Zauważyłam, że nawet pan Fitz był rozbawiony.
Podszedł do mnie z miną mordercy, zatrzymał się przede mną mierząc wzrokiem. Z mojej twarzy nie znikał uśmiech, gdy zobaczyłam jak wkurzony jest.
Złapał mnie mocno za przedramię szarpiąc do siebie. Zacisnęłam zęby, gdy wbił palce w moją skorę dość mocno.
- Uważaj do kogo mówisz, dziwko.-warknął.
- Do kogoś komu brak męskości,wywłoko.- nadepnęłam mu na stopę i walnęłam w krocze. Zapomniał do czego jestem zdolna. Upadł na kolana trzymając się za przyrodzenie z zamkniętymi oczami.
Wzięłam kluczyk od szatni i wybiegłam z sali, chcąc uniknąć ciekawskich spojrzeń.
***
Nie poszłam na kolejne lekcje, nie miałam siły. Uważaj do kogo mówisz. Chciał mnie zastraszyć? Groził? Przysunęłam kolana bardziej do klatki owijając je ramionami.
Chciałabym zniknąć.. Amy oczywiście wybiegła za mną, gdy uciekłam do szatni. Ale została zamknięte drzwi. Zamknęłam się, przebrałam i gdy upewniłam się, że nikogo nie ma zostawiłam klucz w zamku i wyszłam.
Teraz siedziałam pod schodami szkolnymi, chcąc, zostać sama. Dlaczego on się tak uparł? Nie zabieram dziewczyny kumplowi. Dziewczyny.. dziewczyny.
- Wszędzie cię szukałem. Gdzie ty byłaś?-podniosłam głowę w górę zauważając niespokojne spojrzenie Max'a. Nie odezwałam się, nie wie działam co powiedzieć. Czy śmiać się, czy płakać.- Martwiłem się o ciebie.
Znieruchomiałam na jego słowa. Spojrzałam na niego, przysunął się bliżej prawie stykając się ze mną ramieniem.- Nie słuchaj go, jest idiotą.
- To ja jestem idiotką.- mruknęłam.- Nie potrzebnie się odzywałam.
- Mylisz się. Wszyscy teraz wiedzą, że z Malik'ówną się nie zadziera.- szturchnął mnie w ramię, na co się zaśmiała.- Oraz, że Matt jest kretynem, obrażając świetną dziewczynę.- uniosłam głowę w jego stronę widząc, że uważnie mi się przygląda.- Piękną, zdolną dziewczynę.- dopowiedział uśmiechając się delikatnie. Uśmiechnęłam się słabo słysząc jego miłe słowa. Pocałował mnie w policzek,
poszerzając mój uśmiech.
- Co robisz dziś po szkole?- zapytał po chwili milczenia.
- Siedzę w domu. A ty?
- Też.
- Jakieś propozycje?- uśmiechnęłam się cwaniacko, opierając głowę o jego ramię.
- Kino? Albo nie, na festyn nad przystanią. Co ty na to?
- Festyn.- pokiwałam głową.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz