niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 4 Strong



*Z Perspektywy Zayn'a*

Patrzyłem na nią i od razu wiedziałem jak się czuje. Złość, gniew, zawiedzenie, upokorzenie zmieszane ze smutkiem. Ona nie przytuli się, nie będzie siedziała przed telewizorem obżerając się lodami, nie będzie się nad sobą użalać, a już na pewno nie będzie płakała przez tego frajera. Wiedziałem co się stanie. Będzie chciała co chwilę coś rozwalić, będzie wszczynała kłótnie, bić,
wszystko co tylko inne dziewczyny nie robią. A najgorsze w tym jest, że nie wiem jak jej pomóc, a wiem, że przez to może znowu się nie odzywać. Patrzyłem na nią starając się wymyślić co mogę zrobić.
- Cam.- powiedziałem delikatnie patrząc uważnie na jej reakcję. Nawet na nas nie spojrzała, patrzyła się ciągle na to głupie w połowie zniszczone zdjęcie. Nie mogła się zakochać. Nie Cami. Ona nie umie w tak szybkim czasie.Dalej patrzyła się w papierek nie odzywając się w ogule.
Stawiałem ostrożne kroki, żeby nie zrobić niczego złego.
Gdy byłem wystarczająco blisko podniosłem jej podbródek palcami patrząc uważnie w oczy. 100% nienawiść. Nie widziałem jej takiej nigdy. Pogłaskałem jej delikatny policzek myśląc, że zaraz pojawi się łza. Nie było.  Jest po prostu silna i nie chce pokazać słabości. Nie wiedziałem co robić. Zawsze tylko puszczałem ją i szła do pokoju.
- Cami nie martw się. Załatwię to.
  Zaśmiała się gorzko, uwalniając się z mojego dotyku ciągle się śmiejąc. Przeszła koło chłopaków idąc prosto w kierunku wyjściowych drzwi. Wiedziałem gdzie idzie, doskonale wiem gdzie. Niby gdzie indziej. Idzie się po prostu wyżyć. Tylko nie wiem czy na przedmiocie czy żywej istocie.

                                                                                ***

Wróciła po jakiejś półtorej godzinie. Od razu poszła na górę nawet mnie nie powiadamiając, że jest. Po 10 minutach poszedłem do niej sprawdzić czy wszystko okey i czy nie zrobiła jakiegoś głupstwa. Stała przed szafą przebierając różnymi ubraniami. Oparłem się o framugę krzyżując dłonie na klatce piersiowej uważnie oglądając jej poczynania.
- Wybierasz się gdzieś?- nic cisza. Westchnąłem wiedząc, że tak będzie. Podszedłem do niej delikatnie biorąc jej obie rączki.- Cami proszę nie ignoruj mnie. Chcę ci pomóc. Jak i chłopaki.- powiedziałem tym troskliwym tonem patrząc na jej śliczne oczka.
Westchnęła patrząc na mnie, po czym odsunęła się ode mnie pod chodząc do okna. Patrzyła na obraz za oknem spokojnie oddychając.
- Wiem.- powiedziała to tak....bez emocji.- Nie myśl, że się w nim zakochałam czy coś po prostu...-już wszystko wiedziałem. Podszedłem do niej szybko przytulając ją do swojej klatki. Owinęła swoje ramiona wokół mnie, spokojnie oddychając.
- Rozumiem.- pocałowałem ją w czubek głowy.- Pamiętaj, że zawsze masz mnie, Lou i Nialla, no i teraz Harry'ego.  Jesteś za dobra na niego, jeszcze nie jednemu zawrócisz w głowie.- spojrzałem jej w oczy pokazując, że to co mówię jest najprawdziwszą prawdą. Uśmiechnęła się ponownie wtulając w moje ciało.
- Kocham cię brat.
- Ja ciebie też maleńka.- pogłaskałem ją po głowię układając sobie wszytko po kolei co mu zrobię. Zasrany gówniarz. Nie ma prawa krzywdzić mojej małej siostrzyczki. Nikt nie ma. Automatycznie pocałowałem ją w czółko pokazując, że zawsze będę z nią. Nie wiem co bym sobie zrobił lub komuś, gdyby była skrzywdzona, nie ważne czy psychicznie czy fizycznie. Po prostu bym zabił go.
Odchyliłem się lekko od jej główki. Znów ten jej chytry uśmieszek na pięknej buzi. Taką ją kocham najbardziej. Zadziorną i upartą. Jak cała rodzinka.
- Chodź do chłopaków.
- Chwilkę muszę odmówić 'randkę'- prychnęła, pokazując w powietrzu cudzysłów. Z tym debilem.
- Ja to zrobię.- uśmiechnąłem się krzywo, puszczając ją w drzwiach i biorąc jej telefon z biurka.
Hmm. James, Conor, Amy, Evelyn, Zaynii, Matthew. Jest. Nacisnąłem zieloną słuchawkę czekając aż odbierze ten frajer. Pierwszy sygnał... drugi... trzeci...
- Hej Camila
- Tu brat Camili.
- Ooo Cześć Zayn.- prychnąłem na ten jego wesolutki dźwięk.
- Ta ta. Camila nie idzie dzisiaj z tobą do kina.- powiedział krótko prawie warcząc. Schodziłem po schodach z telefonem kierując się do kuchni.
- To raczej nie ty o tym decydujesz.- powiedział dość chłodno.
- Słuchaj. -powiedziałem całkiem spokojnie.- Ja przekazuje jej słowa tak samo nie chce cię już widzieć jak i ja i zbliż się do niej to cię rozpierdolę, dotknij ją bez jej zgody, zabiję. Nie odzywaj się też bo cię wykastruje.- bez żadnych ceregieli rozłączyłem się odkładając telefon na blat.
 Wróciłem do salonu gdzie była reszta. Oddałem dziewczynie telefon i rozsiadłem się wygodnie koło niej.
- Nie będzie cię nawiedzał.- posłałem jej uspokajający uśmiech czym zawtórowała mi, włączając telefon. Siedziała i coś tam grzebała, a my z chłopakami zajęliśmy się rozmową, na temat wyjścia do klubu w weekend. Cami siedziała cicho co mnie zdziwiło. Odchyliłem się lekko do tyłu zaglądając co robi, co chyba wyczuła bo zasłoniła rękoma narzędzie.
- Zayni mama nas uczyła, że nie można podglądać.- powiedziała kręcąc głową. Uśmiechnąłem się na widok, że humor jej wrócił i nie martwi się już.
- Ale ja jestem ciekawski.- powiedziałem jak dziecko lekko podskakując na kanapie. Zaśmiała się słodko wyłączając telefon kładąc na stoliku.
- Ciekawość pierwszy stopień do piekła.
- Ja już tam mam zarezerwowane miejsce tuż po tobie.- wystawiła mi język i skierowała się do kuchni. Obejrzałem się czy jestem w zasięgu wzroku po czym chwyciłem jej telefon odblokowując.
- Stary co ty robisz?!-krzyknął blondyn szeptem uważnie mi sie przyglądając. Wszedłem wiadomości widząc ze 100 wysłanych do Adrien'a i kilka do Amelii. Wszedłem w galerię widząc pełno zdjęć jej, Adrien'a, moje, przyjaciółki, chłopaków i kilka Harry'ego. Jedno jak szedł w kierunku basenu, drugie i ostatnie z teraz. Uśmiechnąłem się cwaniacko pokazując im 'zdobycz' jaką znalazłem.
- Ma na ciebie chrapkę.- zaśmiałem się widząc minę chłopaka.
-Umm...- odłożyłem telefon na poprzednie miejsce widząc Cami idącą do nas.
- Wszystko okey?- zapytała patrząc na nas nie pewnie. Pokiwaliśmy głowami szczerząc się.- No dobra.- usiadła na fotelu zabierając telefon, na co prawie wybuchliśmy śmiechem.


*Z Perspektywy Camilii*

Byłam już kompletnie zmęczona natłokiem myśli i całego dnia. Pożegnałam się z chłopakami życząc dobrej nocy, poszłam do pokoju przygotowując sobie czystą bieliznę i piżamę. do spania po czym ruszyłam do łazienki. Zdjęłam ubranie wrzucając wszystko do koszu na brudne ubrania do prania. Weszłam do kabiny włączając gorący strumień wody. Jak zawsze użyłam swojego ulubionego szamponu do włosów i ciała zatracając sie jego zapachem.
 Po 30 minutach wyszłam z kabiny obwiązując ręcznik wokół swojego ciała. Łazienka była cała zaparowana przez co widoczność nie była najlepsza. Wyszłam z pomieszczenia idąc w stronę łóżka gdzie leżało przygotowane przeze mnie ubranie. Założyłam czerwony komplet, czarne dresowe szorty i przydużą białą koszulkę z nadrukiem. Włosy rozczesałam szczotką po czym wzięłam się za ich suszenie. Ogarnęłam je jakoś, nałożyłam krew na twarz i ręce czując się jak nowo narodzona.
 Ciekawe czy reszta też poszła się już kłaść? Słysząc rozmowy z dołu stwierdziłam, że bawią się w najlepsze. Skończyli szkołę to mają luz. Ciekawa jestem w czym pracuje Harry.  I Niall. Louis wiem, że pracował z moim bratem, ale teraz nie mam kompletnego pojęcia. Ja nawet nie wiem gdzie pracuje Zayn. Nigdy nie chwalił się tym i nie chciał rozmawiać na ten temat.
 Położyłam się do łóżka ustawiając zegarek na 6.30 I włączając najgłośniejszy dzwonek inaczej się nie obudzę.

                                                                            ***

Mój słodki, przyjemny sen przerwał budzik. Usiadłam powoli przecierając swoje zaspane oczy, lekko ziewając.  Próbowałam wstać, ale od razu upadałam ponownie na miękkie łóżko.
Nie chcę tam iść! Jejuuu... Zebrałam w sobie wszystkie siły i jakoś udało mi się dotrzeć do szafy w zamiarze wybrania ubrania na ten cudowny dzień.  Wyczujcie ironię.
Wybrałam zwykłe dżinsy z przetarciami, białą luźną koszulkę na ramiączka. Nałożyłam jak zwykle mało makijażu i byłam gotowa. Akurat równo wybiła siódma. Mam jeszcze jakieś 30 minut.
Spokojnie zeszłam na dół, oczekując, że reszta domu, jeszcze smacznie śpi. Zdziwiłam się gdy zauważyłam wszystkich obecnych siedzących przy stole zajadających śniadanie. No prawie wszystkich
- Hej.- powiedziałam przechodząc do lodówki. Wyjęłam sobie mleko, sięgnęłam jeszcze po miskę i moje ulubione płatki kukurydziane.
- Cześć Nany.- Lou pocałował mnie w policzek sięgając po sok jabłkowy. Nawyk.
Przywitałam się ze wszystkimi buziakami w policzek. Zjadłam szybko przygotowane sobie śniadanie, a później schowałam je do zmywarki. Jedynie nie widziałam nigdzie Loczka. Pewnie, jeszcze śpi. I jak na zawołanie zszedł zapinając guziczki od koszuli.
- Hej.- powiedział nie spoglądając na nas. Podeszłam do niego składając małego całusa na jego policzku. Podniósł głowę patrząc na mnie zszokowany moim ruchem.
- No co? Brzydzisz się mnie?- zaśmiałam się widząc jego reakcję.
- Nie. Uważam, że jesteś urocza.
- Pff. Spytaj się ich. A teraz sora lecę do tej nory zwaną szkołą.- powiedziała idąc na górę schodami.
Umyłam szybko zęby, stwierdzając, że wyglądam dobrze.  Wzięłam plecak, przewieszając przez jedno ramię, sprawdzając czy mam wszystkie książki i na wszelki wypadek klucze od domu, jak by chłopaki gdzieś by się wybrali. Zeszłam do korytarza by założyć buty.
- Może cię podwieść ?- oderwałam wzrok od butów spoglądając na bruneta.
- Miło z twojej strony, ale umówiłam się z przyjaciółką.- uśmiechnęłam się łagodnie zawiązując sznurówki.
- Jak coś to mów.
- Dobra! Idę, Pa! - krzyknęłam zamykając drzwi. Zauważyłam dobrze znane mi auto i blondynkę siedząca przed kierownicą i poprawiającą fryzurę w lusterku. Zaśmiałam się sama do siebie wsiadając do auta witając się z przyjaciółką.

                                                                            ***

Dwie lekcje za mną. Zostały jeszcze cztery. Nie takie straszne, ale nie za bardzo moje ulubione.
Szłyśmy z Amy do sali gdzie miała się odbyć lekcja geografii. Nie rozumiem tego przedmiotu. Uczymy się jak obliczać ile spadło deszczu w ostatnim miesiącu albo jak zimno jest w kosmosie. Przecież na przykład sportowcu nie jest to potrzebne, albo facetowi który buduje domu. A wracając do tego pierwszego to tak jakby mówiłam o sobie. Chciałabym być nim, na pewno od siatkówki, ewentualnie jak by się tak nie stało, mogłabym być nauczycielem w-f, ale niestety z tego nie ma się dużych zarobków, myślałam nad dziennikarstwem ,ale nie jestem dobra w pisaniu. A szansa, że stanę się gwiazdą siatkówki, jest jak jedna do miliona. Usiadłam przy oknie na początku klasy, ale wystarczająco daleko od tego babrzdyla. Wredna kobieta, najchętniej nie przepuściła by większość klasy.
- Cisza! Wyjmujcie kartki.- i teraz mój humor jest zniszczony całkowicie. Może jak ją zagadamy zapomni-  pomyślałam spoglądając na resztę klasy jęczących na słowa nauczycielki.
- A jak tego nie zrobimy?- zapytałam nie spodziewając się takiej powagi i pewności siebie wypowiadając kolejne słowa.- Nie powinna pani robić kartkówek i sprawdzianów gdyż już nie długo koniec roku, a oceny już praktycznie są wystawione.- jakoś ją to chyba nie przekonało stwierdziłam grymas ukazany na jej no bądźmy szczerzy starej twarzy.
- Mam prawo do zrobienia wam kartkówki. A co do ocen panno Malik, nie ma pani najlepszych.- stwierdziła gorzko patrząc uważnie na mnie.
- Czyżby pani zmniejszała moją inteligencję? Moje oceny moja sprawa. Uczę się jak uczę i oceny, które otrzymuje odpowiadają mi. Czuję, jak by pani nie mówiła tylko o mojej nauce ale jak o wychowaniu.- jał nie wiedziała, że tak umiem się wypowiedzieć. Spojrzałam na zegarek stwierdzając, że jeszcze 20 minut do końca lekcji.
- Oceny nie są powalające.- odpowiedziała sucho.- Nie obniżam twojej nauki, lecz stwierdzam prawdę, panno Malik.
- Tą prawdę mogła pani zostawić dla swojej popieprzonej.-kaszlnęłam tak, że nie zrozumiała ostatniego słowa, lecz klasa tak.- skromnej osoby. Teraz widzę, że obniża mnie pani na oczach całej klasy. Czyżby to nie było maltretowanie ucznia?- zapytałam podstępnie unosząc brew do góry. Stała z otwartą buzią, otwierając i zamykając ją, próbując coś powiedzieć. Lecz wiedziałam, że po prostu stała zszokowana.
 Nim dostałam odpowiedź usłyszałam dzwonek oznajmujący koniec lekcji. W klasie rozniosły się nie za głośne okrzyki radości. Stałam zadowolona patrząc na nauczycielkę w kompletnym amoku. Schowałam rzeczy do plecaka, przewiesiłam przez jedno ramię i skierowałam się za Amelią do drzwi, mówiąc "do widzenia". Wyszłyśmy z klasy, nie powstrzymałyśmy się już i wybuchłyśmy śmiechem. Podeszłyśmy do szafek, biorąc strój na w-f, znaczy ja wzięłam, blondynka nie przepadała za tym przedmiotem, za to kochała angielski i francuski. Nie miałyśmy go obowiązującego, jak ktoś chciał przychodził i tyle.
- Dziewczyno, ale ją załatwiłaś.- powiedziała zabawnie blondynka, opierając się o szafki plecami, przyciskając książki do klatki piersiowej. Odwróciła się głową w moją stronę z jej cudownym uśmiechem. Amy jest na prawdę śliczna, piękna, ładna i w ogule. Śliczna cera, miękkie, proste blond włosy, ładna figura, ale najbardziej podobały mi się w niej oczy. Jak dla mnie wyglądały na groźne i mówiły "Podejdź, a zginiesz" co bardzo nie pasowało do jej charakteru. 100% optymistka, wesoła, na pewno głośna dziewczyna o cudownym, kochającym sercu. Gdy tylko ją zauważysz pierwszy raz jej uśmiech mówi " Cześć zaprzyjaźnimy się? ". Nie jeden chłopak zakochiwał się w niej, co jej szczerze powiem nie podobało się.
- Nie zamierzałam tego, tak na prawdę.- wzruszyłam ramionami chowając książki. Zamknęłam szafkę dość gwałtownie, na co dziewczyna podskoczyła przestraszona. Zaśmiałam się opierając się o szafkę jak przyjaciółka i zaczęłam skanować korytarz pełen uczniów chodzących za nauczycielką o prośbę zmienienia oceny, chłopaków flirtujących z dziewczyną, która mu się obecnie podobała, i na odwrót.
- Wiesz co? Musimy iść na zakupy.- powiedziała stając przede mną z wielkim uśmiechem znajdującym się na jej zadbanej twarzy. Pokręciłam rozbawiona głową kładąc całą długość ręki na ramionach i kierując się w stronę szatni w celu przebrania sie na salę. Podczas drogi śmiałyśmy się z siebie nawzajem, osób idących obok nas i naszych celów numer jeden- plastiki, bogate dziunie.
- Ty patrz Clara już znalazła kolejneg.- zaśmiała sie gorzko Amelia. Spojrzałam na dziewczynę, zahaczając wzrok na jej kolejnej "ofierze". Wysoki brunet, o brązowych oczach i umięśnionej postawie. Miał dość ostre rysy twarzy, przez co wyglądał dość groźnie. Jego wzrok przeniósł się na mnie, gdy tylko spojrzał w moje mogłam zauważyć cwany uśmieszek na jego twarzy. Prychnęłam zdegustowana. Całkowicie nie mój typ. Wyglądał na starszego od nas, może w wieku Adrien'a lub starszy.
  Weszłam do szatni kładąc plecak pod wieszakami, wyjmując worek z niego. Amy poszła od razu na salę, żeby zając sobie miejsce na ławce pod ścianą. Ubrałam przydużą, białą koszulkę z nadrukiem, czarne spodenki, ze ściągaczem, zawiązałam sznurówki, spięłam włosy w kucyka idąc w kierunku dużych białych drzwi prowadzących do sali. Jak się okazało dziś siatkówka.
  Byłam w parze z Mayą. Jest niską roześmianą blondyneczką o słodkim głosiku. Jest bardzo miła, oraz bardzo wrażliwa do pasuje do jej wyglądu. Najczęściej chodzi w sukienkach lub spódnicach.
Poodbijałam z nią trochę, po czym ustawiliśmy się w rzędzie.

                                                                           ***

Po wyczerpującym w-fie, przebrałam się i poszłam na historię. Lubię ten przedmiotem, szczególnie jest przez naszego nauczyciela, panna Maxwell'a. Jest młody, chyba najmłodszy z nauczycieli, może być od nas może o 5 lat, nie wiem ale wiem, że nie przekracza trzydziestki. Jest fajnym facetem, z prawdziwym darem ciekawienia ludzi. To jak opowiada nam o wojnach, tradycjach, kulturach interesuje nas. Szczególnie podoba się płci pięknej, no nie które nie są takie piękne. Musze jest przystojny, ale trzymam się znajomości uczeń-nauczyciel. Jest miłym facetem, z poczuciem humoru.
 Zmierzałam do klasy kiedy usłyszałam, wołanie mojego imienia.
- Camila!- odwróciłam się widząc biegnącego bruneta w moją stronę. Co on tutaj robi? Skąd wiedział gdzie chodzę do szkoły?
- Cześć? Co tu robisz?- zapytałam, gdy stanął na przeciw mnie łapiąc powietrze, ciężko oddychając. Po chwili wyprostował się patrząc na mnie uważnie.
- Przywiozłem ci drugie śniadanie, bo zapomniałaś wziąć i znalazłem jakąś pracę w salonie z dzisiejszą datą chyba z biologii.- podał mi kartkę uśmiechając się słodko. Chwyciłam papierek przyglądając się dokładnie zdaniom. W tym momencie go po prostu kocham, uwielbiam, wybierzcie sobie. Rzuciłam mu się na szyje mocno przytulając i śmiejąc równocześnie dziękując. Oderwałam głowę od jego szyi spoglądając na jego twarz. Wesołe iskierki w jego oczach, stworzyły przyjemny dreszcz na moim ciele. Objął mnie mocniej przytulając, zaciągnęłam się czując niesamowity zapach.
Bez. Pewnie od jego koszuli, tak to mogłam wyczuć papierosy.
- Nie wiem ja ci dziękować! Gdyby nie ty miałabym 2 na koniec z biologii.- chciałam go pocałować w policzek, ale źle wymierzyłam i trafiłam w kącik ust, na co zadrżał jak i ja. Zawsze byłam kiepska z geometrii. Hah. Przygryzłam zawstydzona wargę spuszczając wzrok w dół. Dopiero teraz zauważyłam jak blisko nasze ciała są i, że przytulamy się na środku korytarza pełnego nastolatków. Spojrzałam w górę zauważając jego zniewalający uśmiech. Oderwałam się od niego powoli, jeszcze raz dziękując. Miałam się już odwracać, gdy Harry się odezwał.
- A śniadanie?-zaśmiał machając niewielką brązową torebką przed nosem. Wywróciłam oczami na jego zachowanie i pokazałam język po czym szybko pobiegłam do klasy.

*Z Perspektywy Harry'ego*

  Uśmiechnąłem się widząc oddalającą się dziewczynę w stronę sali. Włożyłem dłonie do kieszeni kierując się do wyjścia. Wyszedłem na świeże powietrze czując przyjemny wiatr na swojej twarzy. Przed oczami stanął mi widok przytulającej się do mojej osoby dziewczyny o długich brązowych włosach uśmiechającej się do mnie.
 Wsiadłem na motor kierując się do chłopaków siedzących w domu. Trochę nieswojo się czuję, gdy wiem, że długo już siedzę u Malik'a obciążając go swoją osobą. Stanąłem na światłach, czekając na zmianę koloru. LA jest na prawdę piękne, ciepłe słońce, złocista plaża, niebieskie przyjemne morze, imprezy, cluby. Raj dla dwudziestolatka. Ruszyłem dalej. Po 10 minutach byłem na miejscu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz