niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 3 I'm free




Po tej całej,  krótkiej kłótni z Zayn'em, postanowiłam pójść spać. Nie dlatego, że mi kazał, po prostu trening mnie zmęczył i miałam ochotę zasnąć w wygodnym łóżku. Po umyciu się i wyszczotkowaniu zębów założyłam czystą bieliznę i przy dużą koszulkę Adrien'a. Momentalnie pomyślałam o nim, dalej się nie odezwał. Może coś się stało? Nie. Ma po prostu dużo pracy i tyle. Westchnęłam przeciągając się, stawiając kolejne kroki w kierunku łóżka. Ustawiłam sobie budzik na 9.30 i spokojnie weszłam pod pierzynę, gasząc lampkę przy łóżku pojawiając ciemność w pokoju.

                                                                             ***

Obudził mnie drażniący dzwonek tuż nad uchem. Nacisnęłam wyłącz po czym położyłam się na plecach. Chwilkę poleżałam przyzwyczajając się do światła jaki panuje w pokoju. Zgrabnie wstałam przeciągając się, przyłożyłam rękę do ust czując, że zaraz ziewnę, przy czym poczułam ten nieprzyjemny poranny zapach wydostający się z moich warg. Jęknęłam niezadowolona.
 Poszłam do łazienki w celu oblania się chłodnym prysznicem i ogarnięciem swojej twarzy i innych niedoskonałości jak co rano. Włosy umyłam swoim ulubionym szamponem o zapachu cytrusów. Ciało namydliłam kakaowym płynem.
Uwielbiam połączenie tych zapachów. Wyszłam z łazienki okryta ręcznikiem trzymając w buzi szczoteczkę z pastą. Skierowałam się do okna, uchylając je lekko, żeby stwierdzić jaka jest pogoda. Wiał ciepły wiaterek co zapowiadało dobry dzień, słońce paliło, a mnie to cieszyło. Wróciłam do łazienki zabierając ze sobą czystą czarną bieliznę.
Umyłam do końca zęby, założyłam bieliznę i skierowałam się do szafy po ubranie. Zdecydowałam się na szorty ciemnego dżinsu, czarną luźną zwykłą koszulkę z małą kieszenią na piersi. Włosy zostawiłam rozpuszczone, tak lubiłam najbardziej.
Musnęłam rzęsy tuszem, na usta nałożyłam balsam i byłam gotowa. Boso zeszłam na dół do kuchni w zamiarze zrobienia śniadania mi i chłopakom. Pewnie wczoraj trochę wypili stwierdziłam widząc kilka butelek leżących na stoliku.
Westchnęłam zirytowana, nie lubiłam po nich sprzątać co często się zdarzało. Zebrałam wszystkie butelki do kosza i kilka paczek foliowych po cipsach. Wróciłam do kuchni wyjmując patelnie i potrzebne przybory do śniadania. Zrobiłam kilka kanapek z wędliną, sałatą i ogórkiem, nutellą i pomidorem. Za tym ostatnim jakoś nie przepadam za bardzo.
Włączyłam radio chcąc słyszeć jakieś głosy. Nie lubię jak jest tak cicho, prawda czasami daje chwilę odprężenia, ale tak jakoś mam potargane w głowie. Posmarowałam nutellą chleb, kołysząc biodrami we wszystkie strony.
Wszystkie gotowe kanapki położyłam na talerzu znajdującym się na stole, na którym też znajdował się talerz, widelec, nóż i szklanka dla każdego mieszkańca domu. Lekko tańcząc wybiłam jajka na patelnie chcąc zrobić jajecznicę chłopakom. Gotową jajecznicę położyłam z patelnią na środku stołu. Postanowiłam zrobić jeszcze naleśniki, a co mi tam! Mam dobry humor! 
Zrobiłam ciasto naleśnikowe, po czym zaczęłam dokańczać dzieło. Po chwili ukazał się idealnie zarumieniony naleśnik.  Zrobiłam ich jeszcze z kilka, aby dla każdego starczyło. Położyłam obok nich nutellę i syrop klonowy. Postanowiłam zrobić kawę. Zayn pewnie będzie chciał Zawsze rano pił czarną, nie wiem jak wytrzymywał jej gorzki smak, ja wolałam z mlekiem i cukrem. Mniam. Włączyłam expresso, po chwili miałam cały dzbanek kawy.
Uśmiechnęłam się stawiając go koło reszty śniadania. Ogólnie wyglądało to dobrze. Poszłam na górę, gdyż usłyszałam jak mój telefon dzwoni powiadamiając mnie, że ktoś chcę się ze mną skontaktować. Wytarłam szybko ręce, biegnąc d pokoju. Odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
- Halo?
- Hej Cami.- Amelia. Uśmiechnęłam się mimo woli gdy usłyszałam jej wesoły głos.
- Hej. Coś się stało że dzwonisz?
- Tak. Czemu cię nie ma w szkole?- zapytała smutna.
- Zostałam w domu. Zayn wrócił.- uśmiechnęłam się uświadamiając sobie, że jest.
- Rozumiem. Mam nadzieję, że jutro będziesz.
- Na pewno.
- No to okey. Ja teraz zmykam Fitz tu idzie. Pa!
Rozłączyła się. Ach cała Amelia. Moja kochana wariatka. Uśmiechnęłam się przypominając sobie jak długo się znamy. Nie dawno byłyśmy w piątej klasie, a teraz... kończymy szkołę. Tak znam ją od piątej klasy, kiedy to przeprowadziłam się do LA. Rodzice mieszkali z nami do czasu, aż Adrien stał się pełnoletni, ufali mu i wiedzieli, że jest odpowiedzialny, więc wrócili do Anglii, ponieważ tam mieli swoich przyjaciół i rodzinę. Nie jestem zła za to na nich. Wręcz przeciwnie czuję wolna. Prawda dzwonią i pytają co u mnie, jak w szkole i inne rzeczy. Raz na dwa miesiące nas odwiedzają, a naszej trójce to odpowiada. Zeszłam na dół grzebiąc w telefonie, przygryzając wargę próbując jakoś się nie wywalić na tych głupich schodach. Zeszłam z nich bezpiecznie kierując się do kuchni.
No i nie zauważyłam rogu drzwi i mały palec u nogi został poszkodowany.
- Kurwa jego mać!- powiedziałam dość głośno, co spotkało się czyimś śmiechem. W podskokach doszłam do krzesła, nie zwracając uwagi, na żadnego z nich. Usiadłam łapiąc się za prawą stopę ściskając małego paluszka. Jakoś mi to pomagało. Jedynie co słyszałam to śmiech, śmiech, śmiech...
- Idioci.-mruknęłam wkurzona zamykając oczy czekając, aż ból przejdzie.
- Ale za to umiemy chodzić.-odgryzł się Lou.
- Ja wam takie śniadanie zrobiłam a wy się nabijacie ze mnie. Nie zrobię wam już nigdy nic do jedzenia.- powiedziałam zła ciągle czując ból w palcu. No Kurcze! Przecież to przechodziło po kilku momentach. Ehh.
- Ja się nie nabijam. Bardzo mi ciebie szkoda...-powiedział Niall uśmiechając się lekko, normalny.- że jesteś taką ciamajdą.- pokazał mi język, na co trzepnęłam go w ten pusty łeb.
- Ale ja w siebie nie wpycham tyle żarcia i nie farbuje włosów.- powiedziałam chytrze się uśmiechając. No i go zatkało. Miłoooo.
- Jesteś podła.- powiedział obrażony.
- Powinieneś się do tego przyzwyczaić.- mrugnęłam do niego, puszczając nogę i ostrożnie stawiając na ziemi. Wzięłam kanapkę z sałatą i ogórkiem, powoli odgryzając kawałek.
Popatrzyłam na Niall'a, który wpatrywał się we mnie z przymrużonymi oczami. Powoli wstał podchodząc do mnie, zaczynając łaskotać, myśląc, że będę tarzała się ze śmiechu. Błąd blondynku.
- Co?!- popatrzył na mnie zszokowany.
- Co co? Nie mam łaskotek.- wzruszyłam ramionami dalej zajadając się kanapką.
- Przecież masz. Na pewno!- jako swoją odpowiedź pokręciłam przecząco głową. Posłałam wzrok Zayn'owi, żeby go powiadomił bo chyba nie przyjmował prostego zdania.
- Ona na serio już ich nie ma.- westchnął brunet zrezygnowany odkładając kubek do zlewu.
- A i tak cię kocham.- mruknął przytulając się do mnie.
- Ja się do ciebie nie odzywam.- powiedziałam całkiem poważna, patrząc na Harry'ego, który jest chyba mocno rozbawiony tą sytuacją. Puściłam mu oczko na co przygryzł swoją dolną wargę. Mrrr Seksiak. Boże co ja mam za myśli względem przyjaciela mojego brata. Ale taka prawda, jest na serio przystojny. A jego oczy są tak magnetyzujące. Przez koszulkę, która idealnie opina jego ciało widzę umięśniony brzuch chłopaka. Uśmiechnęłam się zadowalająco, wiedząc, że mną mieszka.
- Myszko...- wymruczał Niall w moją szyje, przez co przygryzłam dolną wargę żeby się nie śmiać.- Koteczku...Misiu... Rybko... No weź teksty mi się kończą.- wybuchłam śmiechem wraz z bratem i Harry'm. Popatrzyłam na Nialla i szkoda mi się go zrobiło, było mu przykro. Westchnęłam całując chłopaka w policzek.
- Możesz ze mną dzisiaj spać.- mruknęłam, zawsze to mówiłam gdy był zły na mnie czy coś, zawsze działało.
- Wygrałem.- krzyknął podchodząc do nich i zbierając piątki. Wywróciłam oczami na jego zachowanie. Cały Niall.- Tylko Cami jeden warunek...- za bardzo go nie słuchałam, bo przyszedł mi sms. Otworzyłam go patrząc na nadawcę. Matthew. Zrobiłam wielkie oczy widząc jego imię. Otworzyłam wiadomość czytając treść.

 Hej! Miałabyś ochotę się ze mną spotkać dziś po 16 w kawiarni za rogiem niedaleko szkoły? 

On napisał do mnie? No dobra nie odzywał się jakiś miesiąc, ale okey.
- Ty mnie w ogule słuchasz?- oderwałam wzrok od wyświetlacza na chłopaka.
- Tak.
- Na pewno?- zmrużył oczy.
-Nie jesteś najważniejszy Horan.- cmoknęłam jego stronę na co wywrócił oczami.
- Śpisz ze mną w bieliźnie.- zaproponował na co nie zwracałam uwagi.
- Ta... Co ? Nie ma opcji. Jak chcesz se popatrzeć to idź do Clary.- powiedziałam zła. No chyba go porąbało, że się zgodzę, okey widział mnie tak ale, nie będę z nim tak spała, nie chcę, po prostu nie.
- Pff. Daj spokój.
- Niall powiedziała nie to nie. Uszanuj jej decyzję.- no tego się nie spodziewałam. Spojrzałam zdziwiona na bruneta, nie wierząc, że to powiedział. Broni mnie? Chwilowo się otrząsnęłam i podbiegłam do bruneta przytulając od tyłu. Uśmiechnęłam się jak głupia. Miło z jego strony.
- Dziękuje. -szepnęłam do jego ucha, po czym wybiegłam z kuchni szybko do pokoju.
Przykro mi było z powodu blondynka, chciał coś na co nie byłam gotowa, prawda świeciłam kilka razy przed nim w bieliźnie, ale nie spałam, nie chce, wiem, że mnie by nie skrzywdził, ale tak jakoś dziwnie. Włączyłam laptopa wchodząc na Youtube i przeszukując jakiejś piosenki.
Znalazłam swoją jedną z ulubionych, nie jest jakaś superowa czy popularna, ale bardzo ją lubię. Po pokoju rozszedł się dźwięk piosenki Sterling Knight- Hero. Strasznie ją lubiłam, zarazem smutna, ale wesoła mówiąca o wspaniałej przygodzie.
Położyłam laptopa na łóżko, a sama powędrowałam do garderoby po strój kąpielowy.
Wybrałam dwuczęściowy kostium bez ramiączek zapinany z tyłu w kolorowe groszki, a dolna część w kratkę. Założyłam jedynie szorty, wzięłam ręcznik i zeszłam na dół kierując się do ogrodu gdzie stał basen. Rzuciłam ręcznik na leżak jak i spodenki po czym szybko wskoczyłam do wody wynurzając się i odgarniając włosy do tyłu. Po ścigałam się trochę sama se sobą, później wyszłam, żeby lekko się opalić, na zakończenie roku, trzeba jakoś wyglądać.
Po jakimś czasie usłyszałam chłopaków w ogrodzie, chyba zmierzających w moim kierunku.

 *Z perspektywy Harry'ego*

Postanowiliśmy z chłopakami się trochę ochłodzić, z powodu piekącego słońca. Kilka dni jestem w w LA, ale już je pokochałem i nie mam zamiaru wracać do ponurego Londynu. Szedłem za chłopaki ubrany w swoje kąpielówki na nie miałem dżinsowe szorty. z ręcznikiem na ramieniu grzebiąc w telefonie na internecie.
Podniosłem na chwilę wzrok znad wyświetlacza patrząc czy doszliśmy. Dalej szliśmy, a oni coś gadali do siebie. Znudzony wróciłem do telefonu, patrząc, że otrzymałem wiadomość. Okazała się być od Gemmy, która pyta czy wszystko okey i jak jest w LA i, że obie za mną tęsknią z mamą.  Odpisałem krótkie w porządku i, że też tęsknie. Schowałem telefon do kieszeni spodni, w końcu spoglądając na krajobraz przede mną. Zamarłem widząc Camilę całkowiecie mokrą w stroju kąpielowym wychodzącą z basenu. Przełożyła włosy na prawe ramie, sprawiając, że kropelki wody z włosów spłynęło po jej ramionach. Wow.. Tylko to mi było w głowie. Przygryzłem dolną wargę widząc, że zmierza w kierunku leżaków, pewnie w zamiarze się położenia. Zamknęła oczy delektując się ciepłem słonecznym, które padało na jej.. jej idealne ciało. I dopiero teraz się zorientowałem, że stoję całkowicie sam patrząc cały czas na siostrę mojego kumpla. Przeczesałem nerwowo włosy, gdy na mnie spojrzała i puściła oczko z tym swoim chytrym uśmieszkiem, po czym wróciła do wcześniejszego zajęcia. Chłopaków zauważyłem w wodzie już nieźle się zajmujących swoim towarzystwem. Spojrzałem na nią jeszcze raz i stwierdziłem, że ja też pokaże na co mnie stać. Ściągnąłem spodnie kładąc je na leżak, jak i ręcznik po czym wskoczyłem do wody, przy okazji ochlapując dziewczynę. Wydała z siebie dość donośny pisk, na co zareagowaliśmy śmiechem.
- Sorki maleńka.- puściłem jej oczko podpływając do chłopaków.
- Współczuję ci stary.- Zayn poklepał mnie po ramieniu, dalej się śmiejąc.
Spojrzałem na niego zdziwiony. O co mu chodziło? Nim się obejrzałem byłem cały pod wodą, a na moich ramionach siedziało czyjeś ciało. Tak się bawimy? Dobra! Pochyliłem się do wody, sprawiając, że dziewczyna zsunęła się z moich ramion i wpadła do wody, tuż za mną.  Nie mogłem zbyt długo się nacieszyć, znów byłem pod wodą widząc szczerzącą się Cami, wysyłającą mi buziaka. Wynurzyła się, co zrobiłem i ja, widząc jak dziewczyna chowa się za ciałem Zayn'a.
- Nie pozwól mu. Proszeeee.- Chwyciła go za szyję od tyłu wisząc na nim jak małpka.
- Cami sama się doigrałaś.- cala trójka się śmiała z naszych poczynień, co mnie też bawiło.
- Niall?- spytała z nadzieją, patrząc na chłopaka.
- Jesteś sobie winna.- wystawił ręce w geście obrony, po chwili spuszczając.
- Lou ja wiem, że mnie kochasz. Pomóż.- powiedziała błagalnie.
- Kocham cię słoneczko, ale sama podpadłaś.
- A walcie się wszyscy!- krzyknęła wkurzona, na co automatycznie wybuchliśmy śmiechem.- Ty się tak nie śmiej.- zagroziła mi palcem, na co popatrzyłem na nią zainteresowany. Podpłynąłem do niej od tyły, na tyle blisko by mogła usłyszeć mój szept.
- A co mi zrobisz piękna?- po jej ciele przeszedł dreszcz, gdy dotknąłem jej ramienia. Odwróciła się do mnie patrząc prosto w oczy.  Uśmiechnęła się zadziornie przybliżając swoją dłoń do mojego policzka, pogłaskała go kciukiem.
- Jeszcze nie wiesz do czego jestem zdolna.- powiedziała w prost do moich ust, będąc tak blisko. Po czym szybko się odsunęła ode mnie płynąc do brata. Co to było?!
Weszła Zayn'owi na barana szepcząc coś na ucho, ciągle na mnie patrząc. Przeczesałem włosy, odwracając się i płynąc w kierunku Lou. Boże, co.. ona.. ja. Co?
- Spodobałeś Nany. Chyba.- stwierdził patrząc na nią jak się śmieje.
- Kogo?
- Camila. Wpadłeś jej chyba w oko.- mrugnął do mnie odwracając od niej wzrok.

                                                                       ***

Było jakoś po 14 gdy wróciliśmy do domu, cali wysuszeni i ubrani. Znaczy w połowie. Cami latała jedynie w kostiumie i dżinsowych szortach. Usiedzieliśmy się na kanapie w salonie włączając telewizor. Zayn  z Camilą gdzieś zniknął w kuchni. Z chłopakami gdy przyciszyliśmy telewizor mogliśmy słyszeć ich rozmowę, a raczej kłótnie.
- Harry weź przycisz.- poinformował mnie Lou, myśląc to co ja. Zrobiłem jak mi kazał i zwróciliśmy swoje głowy w stronę drzwi.
- Co to miało kurwa być?-Zayn.
- Niby co?- spytała głupio.
- Co cię napadło, by tak zbliżyć się do Styles'a?! Może jego też chcesz oczarować?!- chłopaki spojrzeli na mnie zdziwieni, na co wywaliłem oczy nie wiedząc o co chodzi.
- Kurwa ta piłka na prawdę cię mocno pierdolnęła, lub nałykałeś się za dużo chloru.- z chłopakami ledwo powstrzymaliśmy się od śmiania. Pyskata jest, jak i uparta, Cała Malik.
- Nie pyskuj mi! Jestem starszy i żądam od ciebie szacunku!- jakiś huk.
- Nie drżyj się! Mówiłam ci wczoraj o szacunku! Ogarnij się, a teraz wybacz , ale muszę się przebrać na spotkanie.
- Nigdzie kurwa nie idziesz! Zostajesz w domu i masz szlaban!- głośny śmiech.
- Chyba sobie kpisz myśląc, że cię posłucham! Idę i mnie nie zatrzymasz! Idź zajmij się przyjaciółmi i weź jakieś ziółka na uspokojenie! Coraz bardziej zaczynasz mnie wkurwiać!- głośny tupot nóg i później cisza. Po głosiłem szybko dźwięk udając z chłopakami, że nie słyszeliśmy nic.
- Głupie dziecko.- warknął siadając koło mnie na nie dużej drugiej kanapie. Uśmiechnąłem się do niego pocieszająco.- Wiem, że to słyszeliście. Nie udawajcie głupich.- westchnął zrezygnowany.
- Jesteś tu dopiero trzeci czwarty dzień i już dwa razy się pokłóciliście.- stwierdził Louis patrząc na niego ze współczuciem.
- Ja wiem, ale..- westchnął przecierając twarz rękami.- ona jest taka uparta i wkurzająca. Traktuje ją jak małe dziecko, ja wiem, wiem, że jest pełnoletnia i, że nie jest głupia, ale...- schował twarz w dłonie nie dokańczając.
- Po prostu się o nią martwisz i już. To normalne, przejdzie jej.- poklepałem go po plecach.
- O nie. Ona nie da za wygraną. Nie będzie się odzywała, a zrobi to dopiero jak ją przeproszę.
- Taka prawda Harry. Pamiętam, że raz tak się wkurza na Zayn'a, że nie odzywała się ponad dwa tygodnie. I robiła wszystko na przekór.- słuchałem zdziwiony. Popatrzyłem na bruneta myśląc, że żartuje, ale znalazłem całkowitą powagę.

 * Z perspektywy Camili*

Nie przeproszę go, nie ma mowy. On zaczął tą kłótnie. Zawsze jakoś tak robiłam, a on dopiero teraz się obudził. A jeszcze chłopaki to wszystko doskonale słyszeli. Genialnie!
Wstałam z łóżka kierując się do szafy, żeby wziąć jakąś koszulkę. Padło na zwykłą luźną białą koszulkę. Szorty jakie miałam na sobie zostawiłam, jedynie zdjęłam kostium, powiesiłam w łazience żeby wyschnął i założyłam czystą czarną koronkową bieliznę. Przeczesałam włosy szczotką i poprawiłam makijaż, sprawdzając godzinę. 15.24 akurat. Wzięłam telefon i słuchawki. Podłączyłam je do telefonu, wkładając jedną do ucha i włączając muzykę. Zeszłam na dół zakładając swoje czarne conversy i krzycząc krótkie Cześć  Wbiegłam do garażu po rower, po czym mogłam spokojnie jechać na spotkanie z Matthew. Po 20 minutach byłam na miejscu. Akurat wyrabiając się przed czasem. Odstawiłam rower, zauważając bruneta
jak siedzi na dworze przy stoliku. Pomachałam mu jak jego wzrok spoczął na mnie dokładnie oglądając jak wyglądam. Podeszłam do niego siadając na przeciwko.
- Hej. Po co chciałeś się spotkać?
- Chciałem pogadać. Ostatnio się nie odzywałem. -powiedział patrząc na mnie.
- Dość długo...- mruknęłam pod nosem, na co pojawił się grymas na jego twarzy.- I postanowiłeś dopiero po miesiącu się odezwać? Masz niezłe wyczucie czasu.- prychnęłam widząc kelnerkę zbliżającą się do nas..  Zamówiłam cytrynowego shake, a chłopak czekoladowego, po czym dziewczyna z uśmiechem od nas odeszła.
-Wiem przepraszam..- próbował złapać moją dłoń, ale ją odsunęła i odwróciłam głowę przeczesując włosy palcami.- ale nie miałem czasu. Przepraszam.
 - Wsadź se te przepraszam, wiesz gdzie. Martwiłam się, że coś się stało. A może ty po prostu znalazłeś se lepszą?
- Co? Nie! Skarbie, wiesz, że chcę być tylko z tobą. - powiedział kucając koło mnie.
- Jakoś ci nie wierze.- mruknęłam patrząc na jego szyję. Ma malinkę. Przecież nie mogłam tego zrobić ja, nie widzieliśmy się jak już mówiłam ponad miesiąc. Zacisnęłam pięści, tylko żeby się na niego nie wydrzeć.
- Skarbie wiesz, że mi zależy tylko na tobie.- powiedział pocierając moje knykcie.- Zgodzisz się pójść ze mną do kina? Dziś wieczorem.- będzie dobra okazja zobaczyć czy mnie zdradza. Pokiwałam głową, na co pocałował mnie w policzek. Kelnerka przyniosła nasze zamówienia, życząc smacznego. Chłopak usiadł na swoim miejscu patrząc na mnie, jak na największy skarb. Dupek. 
Gdy tylko skończyłam swoją porcję, powiedziałam, że muszę już iść, bo Zayn będzie zły. Zrozumiał i powiedział, że przyjedzie o 19.
Wróciłam do domu widząc chłopaków w salonie gadających i pijących piwo. Weszłam do kuchni w zamiarze wzięcia czegoś na uspokojenie i na ból głowy, bo chyba nie wytrzymam. Po chwili w kuchni pojawił się Louis. Oho będzie przesłuchanie czy kazanie?
- Gdzie byłaś?- przesłuchanie, okey.
- W kawiarni.- odpowiedziałam beznamiętnie wyjmując tabletki na uspokojenie, niestety na ból były wyżej i nie mogłam dosięgnąć. Wzięłam krzesło i stanęłam na nim biorąc pudełeczko. Ostrożnie zeszłam.
- Sama?
- Nie kurwa z królową Elżbietą.- warknęłam popijając tabletki. Posłał mi zdenerwowane spojrzenie, czekając na odpowiedź.- Z chłopakiem.- mruknęłam czytając jakąś ulotkę.
- Zayn!- no po co on tu teraz? Jezuu.
- Ta?
- Nany ma chłopaka?- Zayn popatrzył na mnie wściekle, a ja tylko wywróciłam oczami, wkładając naczynie do zmywarki.
- Co was to interesuje z kim się umawiam?
- Mnie interesuje, bo jestem twoim starszym bratem i moim pieprzonym obowiązkiem jest zapewnić ci bezpieczeństwo.
- To Matthew.
- Zapomnij.- warknął wychodząc.
- Przecież go znasz, a nawet lubisz.- powiedziałam na skraju spokoju.
- Prawda, ale znam aż za dobrze. Nie tak jak ty, co miesiąc ma nową.- powiedział obojętnie. I tu mnie coś uderzyło. Malinka Znów obojętna  Camila się włącza. Zayn chyba zauważył, bo szybko na jego twarzy pojawiło się współczucie i troska. Chciał mnie przytulić, ale pokręciłam głową, żeby się nie zbliżał. Próbował złapać mnie też za rękę, ale odsunęłam ją. Nie chce, żeby ktoś mi współczuł, nie chce troski. Nic. Poszłam do pokoju zamykając drzwi z wielkim hukiem. Walnęłam w ścianę czując wielki gniew. Muszę się wyżyć. Złapałam ramkę ze zdjęciem na którym jestem ja i Matthew. Walnęłam gdzie było szkło w róg biurka gdzie później pokazało się pęknięcie akurat na twarzy chłopaka. Wyszłam z pokoju idąc do kuchni chcąc wziąć zapalniczkę. Znalazłam.
Wyjęłam zdjęcie podpalając od rogu gdzie był brunet, pojawił się piękny płomień, zdmuchnęłam go gdy obraz chłopaka całkowicie zniknął. Wiedziałam, że w drzwiach stoją chłopaki. Niezłe widowisko. Uśmiechnęłam się krzywo widząc tylko siebie na papierku. Odwróciłam się widząc zszokowane cztery twarze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz